Miesiac temu ........... 30 pazdziernika....
,, Ania, jestes w domu to wpadniemy .....'' Szybko odpowiadam ,, pracuje do 14 tej, ale Tomek bedzie to wpadajcie, zaparzymy dobra kawke '' . Nie wiedzialam , ze Tamara tez przyjedzie. Nie byla jeszcze u nas , mimo ze dzieli nas tylko jakies 45 km. Jej corka Olka - fasolka jak ja przezywamy byla juz niejednokrotnie. Ale tamarze nigdy nie bylo po drodze. Wchodze do domu kilka minut po drugiej , siedza w salonie, slysze smiechy - jest fajnie. W progu salonu padam na kolana i mowie ze calowac bede ziemie , bo Tamara wreszcie zawitala w moje skromne progi . Caly czas sie smiejemy, Tomek zaparzyl kawe , podal ciastka...jest bardzo wesolo . dziewczyny chca zobaczyc szczeniaczki , Tamara podnosi sie i widze ze chyba ja plecy bola. Ale nie podejmyjemy tematu . Idziemy na dol, do naszych bobasow.Ddziewczyny pieja, piszcza , robia sobie zdjecia z maluchami, chca je wszystkie zabierac ze soba. Maluchy tarmosza dziewczynom bluzki, ostrzegam ze nie zwracam za uszkodzenia. Wszyscy smiejemy sie , jest tak sympatycznie . Wracamy na gore , pytam co z plecami. I slysze ,, punkcje mialam '' . Co????? Dlaczego ?????? ,, Biale krwinki mi polecialy na leb na szyje '' Ja ,, a co sie dziej ''. Tamara ,, nie wiem, lekarze tez nie wiedza, zrobilam powtorne badania wyslali mnie do Ringerike na biopsje szpiku z biodra. Bolalo jak jasna cholera, ale pewnie to nic . Chyba zatrulam sie, a raczej lekarz mnie zatrul , bo podawal mi za dlugo leki na zoladek, wciaz te same .'' Nie moge pojac, wciaz pytam o szczegoly, w glowie klebia mi sie inne odpowiedzi , ale ..... . W koncu Tamara mowi ,, a wiesz, dzisiaj nawet dzwonili do mnie ze jutro mam przyjechac na rozmowe . Pewnie zmienia mi leki i tyle. '' Spogladamy z Tomkiem na siebie, wrecz rzucamy sobie ukradkowe spojzenie , dobrze sie rozumiemy - moja rok od zdiagnozowania u mnie raka, prawie rok od radioterapi . Ale odsuwam te mysli od siebie. Bo przeciez to nie moze byc prawda. Dalej sie smiejejmy , rozmawiamy o pierdolach, Tamara snuje plany na przyszlosc , opowiada o swoim wreszcie ukonczonym domu, jak to w nim zamieszkaja jak tylko przejda tutaj na emeryture. ja proponuje wspolne swieta , moze nawet chucznego sylwestra-w koncu bedziemy tutaj razem - obie rodziny . Nikomu nawet nie przechodzi przez glowe, ze wiecej juz sie nie spotkamy . Dziewczyny jada do domu , my z Tomkiem ciagniemy dalje rozmowe , dyskutujemy calkiem dlugo . Ide spac , probuje nie myslec , ale mysli , zle mysli wracaja jak bymerang .
31 pazdziernika 19:39 , Karolina pisze ,, Anka , no i kurwa wiesz co, Olki Tamara ma bialaczke '' . Cos we mnie peka, nie moge w to uwierzyc, chociaz jeszcze poprzedniego wieczora sama siebie ganilam za zle mysli .,, Wiesz, we wtorek ma juz dostac pierwsza chemie , to poczatkowe stadium dobrze rokuje '' . Ja oczywiscie daje dobre rady , ze ma jesc , ze ma o siebie dbac , ze .............. - przekazuje wszystko czego naczytalam sie w szpitalu , czego obsluchalam sie od chorych na leukemie . Proponuje moje czapeczki jak zaczna jej wlosy wypadac . Niech nie wydaje kasy na darmo, ja mam dwie nowiusie to jej dam. Dobre rady cioci Ani , placze, nie moge sie uspokoic. Co to da - nic. Wiem sama po sobie. Chce do niej zadzwonic , chce napisac , nie wiem czy wypada, pamietam siebie jak nie chcialam z nikim rozmawiac . Pamietam jak Tomek powiadamial moja rodzine , ze mam raka. Jak wychodzil z domu , szedl z Brenda na spacer i tam dzwonil . Nie chcialam nikogo widziec, nikogo sluchac, nie chcialam sluchac zadnego pocieszania. Nic nie chcialam . Chcialam umrzec.
13 pazdziernika , Tamara ma zrobiony port , podaja jej chemie, czuje sie bardzo dobrze. jest pelna optymizmu , wydaje sie w ogole nie przejeta swoim stanem i tym-co sie z nia dzieje .
2 grudnia , nie wiem ktora godzina , jest jeszcze ciemno - mysle chyba jeszcze pospie . Slysze , ze Brenda sie tlucze . Pewnie pojadla za duzo i do rana z kupa nie moze wytrzymac. Nadsluchuje - idzie do naszej sypialni . udaje , ze jej nie slysze, niech Tomek wstaje , to jego pupilka, przekonal mnie do jej kupna, ale po nocach wstawac w mrozie nie bede . O co to to nie. Widzialam, jak niejednokrotnie wychodzi w szlafroku w mroz , stapa z nogi na noge i pogania Brende. Potem wskakuje do lozka caly zmrozony . Mijaja sekundy , Brenda krazy wokol lozka. Czy cos czuje ? Pika telefon, jedna wiadomosc za droga. Cholerka , kto o tej porze pisze na FB ??? Biore tlf do reki , jest 5:16 , to karolina ,, Tamara zmarla , serce chemi nie wytrzymalo , stanelo na 15 minut , potem na 2 , nic nie pomoglo - zmarla ........... '' . Leze nieruchomo , czytam jeszcze raz na glos to co zobaczylam, lzy same leca mi z oczu , Tomek mnie przytula , ale to nic nie pomaga. Tamara.....jej tez juz nie ma. Odeszla kolejna osoba , ktora miala plany na przyszlosc , ktora chciala dopiero teraz zyc pelna geba, cieszyc sie z wnukow , z osogniec dzieci , odpoczac na zasluzoje emeryturze gdy czas na to pozwoli . Nie pozwolil . Pan mial dla nie swoj plan . Postaral sie, alby zostal wypelniony w calej swojej okazalosci .
Czy powinnismy planowac, marzyc skoro i tak nasz los jest juz gdzies tam zapisany ? Czy warto tracic energie na palnowanie dalszego zycia ? Ile prawdy jest w powiedzeniue , ze dobre nastawienie w chorobie to 90 % sukcesu w leczeniu ? Co znacza te wszystkie slogany ? Kiedy mozemy byc na 100 % pewni ?? Czy to wszystko tak naprawde ma jakikolwiek sens ?
2 grudnia , wieczor , sms ,, Stracilam prace '' To moja corka. dzwonie i bezksztaltnym glosem mowie ,, przeciez nic sie nie stalo. Nie mialas umowy , to bylo smieciowe zlecenie, mimo ze to Gazeta Wyborcza . Wez sie w garsc , szukaj pracy jak inni. '' . Koncze rozmowe , mysle ze bylam za szorstka. Ale czym jest utrata pracy w porownaniu z utrata zycia, z utrata ukochanej osoby , w porownaniu z cierpieniem ktpre przechodzi rodzina gdy zabraknie ,, nas '' . Byc moze bylam niestprawiedliwa, ale czasami wydaje mi sie , ze pedzac w pociagu do slawy, pieniedzy , dobr materialnych zapominamy o fundamentalnym obowiazku bycia szczesliwym i kochanym . Zapominamy o tym, ze musimy zyc tak, jakby to byl nasz ostatni dzien w naszym zyciu . Zwariowalam ? Stalam sie egositka ? Zycie mnie osadzi za moje slowa i czyny .
Nie bede wracac do poczatku tego co napisalam, nie bede poprawiac bykow, przejezyczen czy interpunkcji . To nie jest wazne. Moja polonistka zapewne zalamalaby rece. Ale to nic. To byly, to sa moje uczucia, ktore musialam dzisiaj wywalic z siebie. Ilu ludzi jeszcze bede musiala pozagnac ? Nie wiem . Czy bede potrafila byc szczesliwa jak dawniej ? Nie wiem. Wiem jedno, ze mam obok siebie kogos , kto mnie zawsze wspieral i tak bedzie konca moich dni . Myslalam , ze juz sie nie boje. Ale widze, ze to nie prawda. Boje sie jak cholera. I to chyba nigdy nie minie.
Ania