Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 marca 2016

Male przemiany i lozkowe sprawy

Jak to juz chyba od roku bywa swoj kolejny post bede pisala z przerwami . Chyba wzielam za wiele na siebie i nie potrafie juz dobrze gospodarowac czasem. Chociaz moje kolezanki , ktore skonczyly juz 50tke mowia mi, ze to wlasnie oznaka iz zbliza sie moja piecdziesiatka. Byc moze i tak jest , bo widze ze jestem mniej zorganizowana niz lata lemu. Ale coz, czasu nie zatrzymasz, nawet jakbys miala najpelsze kosmetyki . A propos uplywu lat to i ja staram sie to robic ale z glowa. Ostatnio zapalilam sie, aby dodac sobie rzes - pogrubic i wydluzyc. A co , ze ja - babcia juz - nie moge sobie zrobic oka ? Baaa , dlaczego nie mialabym byc nowoczesna , co ? Wyglad wygladem , ale 22go bylam na moim rocznym przegladzie na onkologi. Znowu jakas niespodzianka, pobrali mi celleprøve czyli biopsje jak to po naszemu i 15 marca okaze sie co za cholerstwo do mnie znowu przylazlo. Probuje sie nie przejmowac, ale to trudne. Minelo dopiero 3 lata od operacji i radioterapi . To wciaz swierze wspomnienia.

Ostatni tydzien byl obfitujacy w radosc i wszystko z tym zwiazane. Po raz kolejny, jak co roku byli u nas nasi najblizsi przyjaciele. Moze nie az tak ,, bliscy '' bo z Polski, ale jedyni , ktorzy sa z nami bardzo blisko. Niejednokrotnie blizej niz wlasna rodzina pozostawiona w Polsce.  Byly narty , byly sanki, jazda na oponach , spacery poprzez zaspy - wszystko co moze zaoferowac norweska, gorska wioseczka usytuowana posrod jednych z najlepszych osrodkow narciarskich. Zima wciaz trzyma, 9 na minusie dzisiaj ( 29 luty jak akurat pisze te czesc posta )  i przecudne slonce . Nie powiem,  popatrzylabym juz na zielona trawke , obkopala krzewki , posadzila kwiaty.... ale na to przyjdzie mi troche poczekac .




Ostatnio kupowalam starocie do przerobki jak szalona, nie znalam umiaru no i zawalilam sie na calego. Probuje ogarnac gdzie co lezy , bo nawet garaz zawalilam , a i w domku na drzewie moich wnuczek Tomek powrzucal co nie co . Musze to teraz poprzekladac i zaczac metamorfozy . Pozatym czekaja meble na zlecenie i az mi glupio , ze te sprawe tez zawalilam. Ale wyrozumiali klienci jeszcze nosami nie kreca, to moze postaram sie w tym tygodniu to nadrobic . Sprzatanie po gosciach musi poczekac haha . Gosia sie nie obrazi :-)

Pozatym ja jak to ja w miejscu usiedziec nie moge i wymyslilam sobie nowa sypialnie . Zaraz nowa , no moze troszeczke. Nasze lozko pojechalo na gore do pokoju goscinnego i tam na razie spimy , a Tomek zabral sie za zbijanie nowego. Bedzie zabejcowane, zawoskowane a nad nim skorkowe , pikowane wezglowie. Szafki mi nie pasowaly, wiec je przemalowalam na antyczna biel . Moj Pan wciaz czasu nie ma , wiec przyjdzie mi poczekac na efekty ego pracy. Wazne , ze zaczal . I ze kiedys skonczy . Chyba :-)



I tak jak myslalam , post tak dlugo bedzie lezal w roboczych az Tomek skonczyl lozko . Mialo byc cudne zdjecie , ale oczywiscie musial sie w nim polozyc i zrujnowac mi moja misternie ulozona piramidke z poduszek . Ale coz, skoro blog o zyciu to i zycie musi byc w lozku - pstryknelam fotke lozka ,, zyjacego wlasnym zyciem ''


Tak bylo ostatnie 5 lat


                                            A tak jest teraz i bardzo jestem z tego zadowolona




Chcialoby mi sie pisac o planach dalszych , ale i na to przyjdzie czas. Nie moge wszakze pisac o wszystkim w jednym poscie, chociaz bym bardzo chciala . Poza tym wszystko na razie musi poczekac , az do diagnozy 15tego. Ale to akurat spycham daleko za siebie, a przynajmniej probuje.

Na zewnatrz zima , 7 na minusie , snieg sypie juz druga dobe i nie ma zamiaru przestac. Na pewno narty w weekend . Do milego

Ania

piątek, 10 lipca 2015

Maly postoj


Choc czasu na nic ne mam , sprobuje sklecic cos nie cos . Nie , zeby mi sie nudzilo, ale jak nie pisze na bierzaco to zbiera sie tego tyle ze az strach . U nas lato wciaz sie rozkreca. Powiecie , ze lato juz - ale nie u nas . Raz ponad 25 st , a nastepnego dnia 7 st rano .  Nie wiem - pisalam wczesniej czy nie - w zeszle lato posadzilismy 20 nowych aroni. No i kurka przyjely sie :-) Wszystkie. Ehhh , az sie serce cieszy . Nowo powstaly klab obsypalismy teraz kora, bo w zeszlym roku nie mielismy juz na to czasu . Plot po malu zmienia swoje oblicze - trzeba tylko dokonczycmalowanie . No tak , ale najpierw trzeba bylo rozmontowac stary , pociac go , poskaladowac . A Tomek jak zwykle zajety tysiacem innych spraw . Szczeniaczki znalazly juz swoje domy . Boze , tyle sie wydarzylo .












Mialam tez roczna kontrole na onkologi . Balam sie jak cholera. Tomek pojechal ze mna, bo to az ponad 200 km , a nie chcialam jechc helseexpressen . Cala droge gadalam jak najeta, obgadywalam wszystkich do okola , psioczylam na wszystko, przeklinalam. I po godzinie takiej jazdy jornelam sie , ze chyba przesadzam - bo ja tylko nadaje, a on slucha. Az przeprosilam tego czlowieczego faceta za swoje zachowanie. Powiedzial , ze rozumie... wie dlaczego tak sie zachowuje.... za zagaduje stres. No i niech sie to zwie jak sie zwac ma - wazne ze nie myslalam o tym co mnie czeka. W szpitalu usiedlismy na poczekalni. Najpierw zapytalam z jakim chirurgiem mam dzisiaj spotkanie i okazalo sie , ze bedzie to moja doktor Joanna . Wszelki duch Pana Boga chwali - dziekuje wam za to . Potem badania , no i oczekiwanie . Tomek mowit , zebym sie juz tak nie denerwowala, ze juz dobrze, ze ..... . A ja na to - jak mnie nie wezwa zaraz osobiscie , tylko przez megafon to bede spokojna. Bo jak osobiscie , to zapewne cos wyszlo nie tak i biopsja mnie czeka . No i wylania sie zza roga jedna taka i czyta ta swoja lamana norweszczyzna moje nazwisko . Sziiiitttttt , no i jest . Ale byl to tylko falszywy alarm, bo jeszcze tylko jedno USG chcieli i moglam czekac na wizyteu lekarza. Wszsytko OK Anna - to byly najmilsze slowa , jakie uslyszalam tego dnia . Sory Tomasz, ty tez byles milutki, ale Ona byla lepsza. Potem pogadalysmy o babskich sprawach , o naszych hobby i arrivederczi do nastepnego roku !!!

Nie jestem w tym wszystkim sama , nie poddaje sie , nie dam sie zlamac. A uwierzcie , ze nie jest latwo . Szczegolnie jak sie czyta blogi dziewczyn , ktorym raz na jakis czas nadzieja jest odbierana. Mam takiego jednego szczegolnego bloga. Star jest fantastyczna . Kreska jaka pisze , emocje jakie pezkazuje daja takiego palera , ze mozna w ogrodzie kopac bez lopaty .Polecam go kazdej , kazdej bez wyjatku .  Star trzymaj sie !!!!

A teraz troche tego mojego lata . Mamy flaggstang przed domem - czyli maszt na flage . Jakby wszystkiego tam bylo za malo . Oj Tomek, Tomek ... Tak wiem, to bylo Twoje marzenie , ale gdzie bedzie stala teraz trampolina jak przyjada dziewczynki ????

I moje lato ...








Jestesmy niesamowicie przemeczeni. Taki maly dzisiejszy suchar. Jak to prawie co wieczor bywa wreczam Tomkowi telefon , wreczdaje do reki zeby podlaczyl go do ladowarki . Ladowarka jest zamontowana  w kontakcie po jego stronie lozka. Kochany moj robi to o co Go prosze i ladnie idziemy lulu . Jak co noc potrzeba budzi mnie , lece tam gdzie krol tez chodzi piechota , wracam i widze jak cos blyska spod koldry na wysokosci kolan . Co u diabla ???? Podchodze - a to moj tlf . WTF ??? Skad on sie tu wzial ??? Rano z pracy dzwonie do Tomka i pytam . A on na to , ze zaspal dzisiaj, nie pamieta zeby wylaczyl budzik , w lbie mu chuczy i lepiej zebym nie pytala co on robil w nocy - bo po prostu nie pamieta. Moze wylaczyl tlf z ladowarki przezsen i podal mi - no a ja przeciez tez spalam. Nie ma zielonego pojecia. Co oznacza , ze naprawde potrzebujemy juz .... teraz......natychmiast WAKACJI !!!!!




Wychodowalam soebie , a raczej hoduje chili - tak od ziarenka . Mam nadzieje , ze zdaza dojzec do zimy ( taki maly zarcik , ale juz maja 6 miesiecy )











Po wakacjach czeka mnie masa pracy . Zostalam znowu poproszona o udzial w Gjenbruk messe - czyli wystawie ludzi zajmujacych sie recyklingiem . Pisalam o tym chyba we wrzesniu 2014. Nakupilam starych mebli tyle, ze do mojego hobby pokoiku nie da sie juz wejsc , a niektore meble stoja nawet w garazu i na tarasie i w przedpokoju  .Masakra, jak ja temu dam rade w jeden miesiac .





Postaram sie pisac z wakacji , jak oczywiscie czas na to pozwoli . Sprobuje wciagnac w to Zuzanke , moja starsza wnuczke. I zobaczymy co z tego wyjdzie .

Do zobaczenia !!!
Sciskam
Ania

wtorek, 28 stycznia 2014

Strach ma wielkie oczy

Nie wiem, czy to zgodne z prawem , ale w koncu przerwe w pracy moge wykozystac jak chce - w koncu pije tylko kawe :-( . Z braku , totalnego braku czasu napisze ten post, a przynajmniej jego jakis kawalek w pracy i zapisze w roboczych . Musze to zrobic, bo inaczej nigdy nie zaczne , bo po prostu czas mnie zaczal nienawidziec. Tzn. ten wolny czas. Moze to i dobrze . Bo glupoty w glowie mi sie nie plegna. Ale zaraz ...od poczatku .

Poranek , poniedzialek tydzien temu . Pelna chata , Oni jeszcze spia, chociaz slysze , ze na gorze cos szura . Wstalam pierwsza . Najpierw prysznic , modelowanie wlosow , ktore zreszta scialm chyba na swoje umordowanie . Skonczylo sie mycie , pojscie spac z mokrymi a potem tylko chyc spinka albo gumka i gotowa bylam do wyjscia. Nic z tych rzeczy - teraz musze je ,, modelowac '' jak to dumnie nazywaja. No coz . Ale wrocmy do tematu . Nie spalam dobrze , mysli targaly mna juz od niedzieli wieczora . Znowu to przezywalam . Te same czarne scenariusze , tylko z ta roznica ze wiedzialam juz co moze mnie spotkac jesli okaze sie........... . Wstal Tomek, tez chodzi struty . Boi sie chyba zaczac rozmawiac . A ja boje sie podrozy , ze znowu bedziemy milczec....jak wtedy . A to do cholery ponad 200 km drogi , snieg sypie , nic nie widac . Krece sie po kuchni , mala kawa, wciaz cisza. Prawie gotowi do drogi . zeszla z gory Malgosia -,, Ania , trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze '' . Nie potrafie sie uodpornic na zle mysli , ale mowie ze ,, napewno '' i usmiecham sie . Wychodzimy . Snieg wciaz pada. W aucie cieplo , bo Tomek wczesniej go wlaczyl jak odsniezal wokol domu . Jazda okazuje sie nie taka zla, bo Tomek mial plan - zagadac mnie na smierc. Obmyslamy tygodniowy plan dla naszych gosci , zeby sie nie nudzili . Wspominamy niedzielny wypad na narty , bo przeciez bylo cudownie. Obagadujemy wszystkich jak jezdzili , zasmiewamy sie chwilami do rozpuku . Kilometrow ubywa , jak nigdy dotad . Chociaz ostatnich - jak sie potem w drodze powrotnej okazalo - wcale nie pamietam. Nie pamietalam , ze mijalismy roboty drogowe , ze polozyli ,, chopki '' na drodze , ze bylo zwezenie. Bylam myslami gdzies indzie . Tylko ja wiem gdzie bylam .
Przyjezdzamy o czasie , probujemy znalezc miejsce na parkingu , w koncu nam sie to udaje. Metry dzielace nas od kliniki staja sie kilometrami . Tomek mnie uspakaja , ale to nie pomaga . Wciaz strach jest silniejszy niz myslalam. Potem juz rutyna. Po wyjsciu z windy - rejestracja . A tu zong - nie ma mnie na liscie pacjentow na dzien dzisiejszy . Ale to nie problem, rejestratorka przeprasza jeszcze raz , ze mam dlugo przerwe pomiedzy badaniami a wizyta u chirurga . Nic nie szkodzi , moze wyskoczymy gdzies . Dostaje jak zwykle dokumenty do wypelnienia . Pytania - standart : czy byl rak w rodzinie , czy ja juz mialam wczesniej , gdzie , co .... ile ....jak sie czuje....czy teraz cos mam....podpis . Czekam , czekam na wezwanie . Rozgladam sie po poczekalni . Niektorzy sami , niektorzy z rodzina. Na twarzach jednych maluje sie spokoj, inni sa przerazeni . Znam ten wyraz twarzy i ciekawa jestem sama jak wygladam. W telewizji leci jakis program , gapie sie ale nie wiem co widze. Nie moge sie skupic . Slysze swoje nazwisko , lapie torbe ..... uscisk dloni i zaproszenie na badania . Jedno badanie..........drugie........ . Dziekujemy , prosze poczekac na pierwszy wynik . Wracam , chyba jestem zielona , bo Tomek dziwnie sie na mnie patrzy . Probuje sie skupic , ale te minuty wydaja mi sie wiecznoscia. Bedzie dobrze - zobaczysz . Probuje w to wierzyc . Probuje, uwierzcie mi . Po chwili slysze znowu wolanie . Kurka , cos znalezli . Inny gabinet , ciemno w pokoju. Juz wiem, ze bede miala biopsje, juz wiem ze znowu cos znalezli . Juz wiem, ze strach mnie teraz nie opusci . Rozbieram sie , klade . Instrumentariuszka przygotowuje mnie do zabiegu . Po chwili lekarz podaje mi reke, pyta czy wiem co beda mi rozbic , ze nie powinnam sie bac , ze to nie taki duzy bol . Wiem wszystko . Mialam juz biopsje ......... 5 razy .......... wiem o czym mowia. Spocona wychodze z zabiegowego . Tomek pyta co sie stalo, co mi robili . Opowiadam . mamy czekam na wizyte u chirirga. No to teraz mam mola. Teraz to sie napewno nie uspokoje . mamy ponad dwie godziny do wizyty . Tomek wpada na ganialny pomysl - jedzmy do Ikea , chcesz tam kupic przeciez len na posciel. Ide zapytac do rejestracji czy mozemy , ale slysze ze jakis pacjent nie dotrze i chyba wskocze na to miejsce. CZekamy pol godziny . Konczy nam sie bilet parkingowy , mowie do Tomka , zeby polecial przedluzyl . A On na to , ze ,, a jak cie wezwa w tym czasie ?? ''. Mowie, ze a moze i dobrze, bo jak ostatnio ze mna byles w srodku u lekarza to uslyszalam straszny wyro . To moze teraz jak Cie nie bedzie to nic sie nie stanie, uslysze dobre wiesci . Glupoty gadalam , sama nie wiem co . Tomek pobiegl najszbciej jak potrafil . Po chwili, doslownie po kilkunastu sekundach slysze w glosniku swoje nazwisko . Mysle - niemozliwe, juz maja wstepne wyniki biopsji ?????? Ide po niebieskiej lini , szukam pokoju z numerem 4 . Droga dluzy sie, mijam az dwa zakrety , gdzie jest ten cholerny pokoj . Ide sama , Tomka ze mna nie ma , cholera , dlaczego akurat teraz . Chirurga znam, to Ona mnie operowala, to ona caly czas opiekowala sie mna na chirurgi . Ma przed soba otwarty komputer, na ekranie moje dane . Rozbieram sie, badanie ...... , ,, piekne blizny , ladnie sie zagoilo , prawie nie ma sladu na skorze po radioterapi '' . Jest z siebie dumna ?? Chyba . Minuty sie dluza , okazuje sie ze nie ma moich wynikow z biopsji . Doktor wychodzi , szuka lekarza ktory robil mi badanie. Ja siedze jak ta glupia , oslupiala ze strachu w gabinecie i czekam. Czekam , zeby uslyszec najpier ,, och, mijalam twojego meza , ale go nie poznalam '' . A po chwili ,, ze wstepnych ogledzin moge ci obiecac , ze na 99% to nic groznego , nie boj sie . Jak przyjda wyniki to zaraz do ciebei zadzwonie . Ale to napewno nic . '' . Napiecie opada , czuje jak sie zaczynam czerwienic , to z nerwow . Dostaje kilka wskazowek , rade mam robic dalej i zegnamy sie - do zobaczenia za rok . A gdyby cos sie dzialo to od razu dzwon . Standart . Wracam do poczekalni jak na skrzydlach . Moge marzyc !!!!!! Moge dalej planowac !!!!!!!! Moge dalej byc zwariowana i szalona, moge przenosic gory , moge starzec sie z godnoscia - bo mam na to czas . Mam czas !!!!!!!!!!!!!!!!!
Juz nic nie chcialam, nie chcialam wypadu do Ikea . Nie chcialam nic . Chcialam tylko wrocic do domu . Wyskoczylam zza rogu i z wielkim bananem na mordzie rzucilam sie Tomkowi na szyje . Moze to glupio wygladalo, bo inni siedzieli smutni . Ale mam nadzieje, ze wiecej osob tego dnia dostalo dobre wiesci .
Droga do domu to byl moment . Proba zapomnienia wszystkiego co zle, proba zapomnienia ze moglo byc inaczej .

Post bez zdjec, kolejny post , ktory pisze zeby pamietac . Zeby nie zapomniec . Ale nie chce do tego wracac , tak jak do zdarzen sprzed ponad roku . Rok 2012 byl dla nas straszny . 2013 nie lepszy . Ten, ktory sie zaczal przynosi nam same dobre wiesci . I oby tak bylo dalej . Kocham zycie , kocham miejsce gdzie postanowilismy zapuscic korzenie. Kocham spokoj , jaki otacza nas kazdego dnia. I nie chce , zeby cokolwiek zburzylo ten spokoj . Jestem zdrowa . I tej mysli bede sie trzymac przez kolejny rok .

Milego dnia , spokojnego , cieplego i napawajacego otucha Wam zycze . U mnie snieg wali , jest bialo jak w snieznej krainie . To idealny czas na otulenie sie pledem i marzenie , marzenie o czysm dobrym i przyjemnym .
Ania

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Tamara

Miesiac temu ........... 30 pazdziernika....
,, Ania, jestes w domu to wpadniemy .....'' Szybko odpowiadam ,, pracuje do 14 tej, ale Tomek bedzie to wpadajcie, zaparzymy dobra kawke '' . Nie wiedzialam , ze Tamara tez przyjedzie. Nie byla jeszcze u nas , mimo ze dzieli nas tylko jakies 45 km. Jej corka Olka - fasolka jak ja przezywamy byla juz niejednokrotnie. Ale tamarze nigdy nie bylo po drodze. Wchodze do domu kilka minut po drugiej , siedza w salonie, slysze smiechy - jest fajnie. W progu salonu padam na kolana i mowie ze calowac bede ziemie , bo Tamara wreszcie zawitala w moje skromne progi . Caly czas sie smiejemy, Tomek zaparzyl kawe , podal ciastka...jest bardzo wesolo . dziewczyny chca zobaczyc szczeniaczki , Tamara podnosi sie i widze ze chyba ja plecy bola. Ale nie podejmyjemy tematu . Idziemy na dol, do naszych bobasow.Ddziewczyny pieja, piszcza , robia sobie zdjecia z maluchami, chca je wszystkie zabierac ze soba. Maluchy tarmosza dziewczynom bluzki, ostrzegam ze nie zwracam za uszkodzenia. Wszyscy smiejemy sie , jest tak sympatycznie . Wracamy na gore , pytam co z plecami. I slysze ,, punkcje mialam '' . Co????? Dlaczego ?????? ,, Biale krwinki mi polecialy na leb na szyje '' Ja ,, a co sie dziej ''. Tamara ,, nie wiem, lekarze tez nie wiedza, zrobilam powtorne badania wyslali mnie do Ringerike na biopsje szpiku z biodra. Bolalo jak jasna cholera, ale pewnie to nic . Chyba zatrulam sie, a raczej lekarz mnie zatrul , bo podawal mi za dlugo leki na zoladek, wciaz te same .'' Nie moge pojac, wciaz pytam o szczegoly, w glowie klebia mi sie inne odpowiedzi , ale ..... . W koncu Tamara mowi ,, a wiesz, dzisiaj nawet dzwonili do mnie ze jutro mam przyjechac na rozmowe . Pewnie zmienia mi leki i tyle. '' Spogladamy z Tomkiem na siebie, wrecz rzucamy sobie ukradkowe spojzenie , dobrze sie rozumiemy - moja rok od zdiagnozowania u mnie raka, prawie rok od radioterapi . Ale odsuwam te mysli od siebie. Bo przeciez to nie moze byc prawda. Dalej sie smiejejmy , rozmawiamy o pierdolach, Tamara snuje plany na przyszlosc , opowiada o swoim wreszcie ukonczonym domu, jak to w nim zamieszkaja jak tylko przejda tutaj na emeryture. ja proponuje wspolne swieta , moze nawet chucznego sylwestra-w koncu bedziemy tutaj razem - obie rodziny . Nikomu nawet nie przechodzi przez glowe, ze wiecej juz sie nie spotkamy . Dziewczyny jada do domu , my z Tomkiem ciagniemy dalje rozmowe , dyskutujemy calkiem dlugo . Ide spac , probuje nie myslec , ale mysli , zle mysli wracaja jak bymerang .

31 pazdziernika 19:39 , Karolina pisze ,, Anka , no i kurwa wiesz co, Olki Tamara ma bialaczke '' . Cos we mnie peka, nie moge w to uwierzyc, chociaz jeszcze poprzedniego wieczora sama siebie ganilam za zle mysli .,, Wiesz, we wtorek ma juz dostac pierwsza chemie , to poczatkowe stadium dobrze rokuje '' . Ja oczywiscie daje dobre rady , ze ma jesc , ze ma o siebie dbac , ze .............. - przekazuje wszystko czego naczytalam sie w szpitalu , czego obsluchalam sie od chorych na leukemie . Proponuje moje czapeczki jak zaczna jej wlosy wypadac . Niech nie wydaje kasy na darmo, ja mam dwie nowiusie to jej dam. Dobre rady cioci Ani , placze, nie moge sie uspokoic. Co to da - nic. Wiem sama po sobie. Chce do niej zadzwonic , chce napisac , nie wiem czy wypada, pamietam siebie jak nie chcialam z nikim rozmawiac . Pamietam jak Tomek powiadamial moja rodzine , ze mam raka. Jak wychodzil z domu , szedl z Brenda na spacer i tam dzwonil . Nie chcialam nikogo widziec, nikogo sluchac, nie chcialam sluchac zadnego pocieszania. Nic nie chcialam . Chcialam umrzec.

13 pazdziernika , Tamara ma zrobiony port , podaja jej chemie, czuje sie bardzo dobrze. jest pelna optymizmu , wydaje sie w ogole nie przejeta swoim stanem i tym-co sie z nia dzieje .

2 grudnia , nie wiem ktora godzina , jest jeszcze ciemno - mysle chyba jeszcze pospie . Slysze , ze Brenda sie tlucze . Pewnie pojadla za duzo i do rana z kupa nie moze wytrzymac. Nadsluchuje - idzie do naszej sypialni . udaje , ze jej nie slysze, niech Tomek wstaje , to jego pupilka, przekonal mnie do jej kupna, ale po nocach wstawac w mrozie nie bede . O co to to nie. Widzialam, jak niejednokrotnie wychodzi w szlafroku  w mroz , stapa z nogi na noge i pogania Brende. Potem wskakuje do lozka caly zmrozony . Mijaja sekundy , Brenda krazy wokol lozka. Czy cos czuje ? Pika telefon, jedna wiadomosc za droga. Cholerka , kto o tej porze pisze na FB ??? Biore tlf do reki , jest 5:16 , to karolina ,, Tamara zmarla , serce chemi nie wytrzymalo , stanelo na 15 minut , potem na 2 , nic nie pomoglo - zmarla ........... '' . Leze nieruchomo , czytam jeszcze raz na glos to co zobaczylam, lzy same leca mi z oczu , Tomek mnie przytula , ale to nic nie pomaga. Tamara.....jej tez juz nie ma. Odeszla kolejna osoba , ktora miala plany na przyszlosc , ktora chciala dopiero teraz zyc pelna geba, cieszyc sie z wnukow , z osogniec dzieci , odpoczac na zasluzoje emeryturze gdy czas na to pozwoli . Nie pozwolil . Pan mial dla nie swoj plan . Postaral sie, alby zostal wypelniony w calej swojej okazalosci .

Czy powinnismy planowac, marzyc skoro i tak nasz los jest juz gdzies tam zapisany ? Czy warto tracic energie na palnowanie dalszego zycia ? Ile prawdy jest w powiedzeniue , ze dobre nastawienie w chorobie to 90 % sukcesu w leczeniu ? Co znacza te wszystkie slogany ? Kiedy mozemy byc na 100 % pewni ?? Czy to wszystko tak naprawde ma jakikolwiek sens ?

2 grudnia , wieczor , sms ,, Stracilam prace '' To moja corka. dzwonie i bezksztaltnym glosem mowie ,, przeciez nic sie nie stalo. Nie mialas umowy , to bylo smieciowe zlecenie, mimo ze to Gazeta Wyborcza . Wez sie w garsc , szukaj pracy jak inni. '' . Koncze rozmowe , mysle ze bylam za szorstka. Ale czym jest utrata pracy w porownaniu z utrata zycia, z utrata ukochanej osoby , w porownaniu z cierpieniem ktpre przechodzi rodzina gdy zabraknie ,, nas '' . Byc moze bylam niestprawiedliwa, ale czasami wydaje mi sie , ze pedzac w pociagu do slawy, pieniedzy , dobr materialnych zapominamy o fundamentalnym obowiazku bycia szczesliwym i kochanym . Zapominamy o tym, ze musimy zyc tak, jakby to byl nasz ostatni dzien w naszym zyciu . Zwariowalam ? Stalam sie egositka ? Zycie mnie osadzi za moje slowa i czyny .

Nie bede wracac do poczatku tego co napisalam, nie bede poprawiac bykow, przejezyczen czy interpunkcji . To nie jest wazne. Moja polonistka zapewne zalamalaby rece. Ale to nic. To byly, to sa moje uczucia, ktore musialam dzisiaj wywalic z siebie. Ilu ludzi jeszcze bede musiala pozagnac ? Nie wiem . Czy bede potrafila byc szczesliwa jak dawniej ? Nie wiem. Wiem jedno, ze mam obok siebie kogos , kto mnie zawsze wspieral i tak bedzie konca moich dni . Myslalam , ze juz sie nie boje. Ale widze, ze to nie prawda. Boje sie jak cholera. I to chyba nigdy nie minie.

Ania

piątek, 18 października 2013

CANDY ,, FUCK CANCER ''

Jutro 19 pazdziernik . Zamowilam nawet tort . Tort tez ma napis ,, Fuck Cancer '' . Te z Was , ktore sa ze mna od samego poczatku troche znaja te historie .
 Wpis z mojego pamietnika , juz po operacji :
,, ..... Byc moze wlasnie tego potrzebowalam . Tego , aby ktos wlozyl mi w dlon zeszyt i dlugopis , aby dal mi ksiazke , aby mnie zmotywowal - zebym zaczela pisac . Sama jeszcze nie wiem co . O czym . O kim . O mnie ? Kim jestem ? Czy wciaz ta sama kobieta z glowa pelna pomyslow i planow ? Czy calkiem inna osoba przepelniona strachem i obawami o swoje zycie , o Tomka , o to co bedzie dalej ? Sama nie wiem juz kim jestem . Czy powinnam zaczac od poczatku ? Chyba nie, bo przeciez pisze ten pamietnik dla siebie . I przeciez wiem co bylo na poczatku . Pamietam dokladnie kazda chwile od tamtej srody , kiedy moj fastlege znalazl tego cholernego guza , a potem lekarze w Drammen znalezli mu ,, braciszka '' , zeby nie bylo mu smutno samemu ...............
.......Urodzilam sie na nowo . 19 pazdziernika - te date bede pamietac do konca zycie . Rak . Tak wiem ze to nie wyrok . Tylko latwo to mowic tym , ktorzy wymyslili ten slogan . ..... W glowie tyle pytan, niepewnosci ..... Wciaz zastanawiam sie, jak przebrne przez leczenie . Ale wiem , ze mam Tomka obok siebie i to ON daje mi cala sile do walki . Wlasnie za to go kocham . Bo tylko to trzyma mnie przy zyciu .... ''

Troche powialo smutkiem , ale to jest wlasnie moje zycie. Zycie przed i po . Zycie pelne nadziei , ze nie bedzie wznowy . Zycie w oczekiwaniu na kolejny dzien . Bo przeciez nikt , nikt na tym swiecie nie moze mi zagwarantowac , ze to juz nie wroci . Za kilkanascie dni pierwszy przeglad generalny . Czy sie boje ?? Jak cholera !!! Wciaz niby jestem ta sama osoba , ale jakze inna. Czerpie zycie garsciami i nigdy nie mam dosc . Probuje zle nie myslec, ale te mysli wracaja jak bumerang . Czasami to boli , szczegolnie jak slysze , ze ktos kolejny odszedl . Tak odeszla Natalia , to ona podarowala mi ten pamietnik , to ona patrzyla na mnie swoimi malymi oczkami z duma , ze mamy te sama chorobe, ze napewno sie rozumiemy . Ja kobieta  i ona kilkuletnia dziewczynka .

Ale teraz cos przyjemniejszego . Zeby odgonic demony , zeby zatanczyc na ,, jego '' grobie organizuje CANDY . Na pochybel draniowi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nie jest to Candy , za ktore chce zdobyc wiecej czytelnikow . Dziekuje wszystkim , ktorzy sa ze mna . W dni kiedy zmaluje cos fantastycznego i w dni, kiedy po prostu chce wyrzygac z sebie ten caly brud, albo radosc . Jesli macie ochote to zostawcie komentarz pod postem jako sygnal , ze macie ochote wziac udzial w losowaniu . Jesli macie ochote to podlinkujcie CANDY w banerze u siebie na blogu . Jesli osoby , ktore nie maja bloga tez chca wziac udzial w losowaniu -  bardzo prosze o pozostawienie swojego komentarza ponizej .Ot cale to moje wymagania. Po prostu badzcie ze mnie . I bardzo Wam za to dziekuje . I ciesze sie , ze udalo mi sie przyciagnac tutaj osoby , ktore za wszelka cene nie chcialy stworzyc towarzystwa wzajemnej adoracji. Ze dyskutujemy , ze zwierzamy sie sobie, ze w jakis sposob pomagamy sobie nawzajem. Bo zycie nie polega tylko na pochwalach .Czasami trzeba komus ,, przywalic '' . Zapraszam do zabawy i trzymam za Was , za Was wszystkie kciuki ( no czsami bede puszczac , zeby nakarmic moje szczeniaczki ) . Wuallllaaa..............


Mam dla Was w prezencie : latarnie z postarzonego drewna , serce z piorek , serce w antycznej bieli , kilka malusich m\domeczkow z drewna pomalowanych roznymi farbami , podlkadki pod kubek takze z drewna , zawieszke zapachowa w haftowana lawende . Jako , ze zblizaja sie Swieta - 6 szt oslonek na swiece na zewnatrz . Maga stac na schodach przed wejsciem do domu , czy na balkonie . U nas sa bardzo popularne . I dla tych co to w domu juz maja wszystko , juz zdecoupagowaly co sie dalo , pobielily i przetarly - drobne korale , w slicznym kawowym kolorze . Dodatkowo, dla tych co to inspiracje uwielbiaja czerpac  -  kilka najpopularniejszych norweskich gazet z cyklu ,, niech Cie szlag trafi , kurka wodna ale inni maja pieknie w domu '' . Nie sa aktualne, ale to co w nich znajdziecie jest aktualne nadal i na wieki wiekow amen .











Czas szybko leci - uwerzcie mi na slowo . Potem tylko troche bedziecie musialy poczekac , bo paczka z Norwegi troche idzie. Ale mam nadzieje, ze przed Swietami bedzie u zwyciezcy . Zycze Wam powodzenia .

niedziela, 19 maja 2013

Feil alarm - ale musze byc czujna

Znowu siedzialam na korytarzu , tak jak 8 miesiecy temu . Wypelnialam ankiete , tylko z ta mala roznica , ze w rubryce z pytaniem ,, czy mialas juz raka ,, wpisalam tym razem ,, TAK ,, . Mialam te same mysli jak wtedy . Chociaz moze nie identyczne. Wtedy bylam pelna nadziei , ze to tylko jakis guz . Teraz balam sie , ze rak wrocil , ze znowu zaatakowal . Niepewnosc przez ostatnie dwa tygodnie dobijala mnie . To czekanie chyba bylo najgorsze. Juz w glowie ukladalam sobie plan  - kolejna operacja , chemia , kolejna radioterapia, nici z wakacji , znowu horror i co dalej . Bogu dzieki okazalo sie , ze jest to po prostu ,, nic ,,. Organizm po radoterapi nie zachowuje sie ,, normalnie ,, . Nawet do roku po calym leczeniu moga powstawac anomalie w organiznmie , ktory wciaz jest w niezlym ,, szoku ,,. Rownie dobrze moga tworzyc sie zrosty . A ja to musze zrozumiec i reagowac troche spokojniej . Ale nie znaczy to , ze w ogole nie mam reagowac . Uslyszalam od lekarza , ze mam wracac do domu i wypic szampana . I do zobaczenia na przelomie wrzesnia i pazdziernika na kolejnych badaniach . Teraz , jak patrze z perspektywy tych kilku tygodni widze , ze ta niepewnosc byla dla mnie najgorsza . Bo z rakiem juz sie pogodzilam , ale to oczekiwanie doprowadzalo mnie do rozpaczy .

Cala droge powrotna do domu - prawie 300km - usmiechalam sie sama do siebie , a chwilami wybuchalam glosnym ,, jestem zdrowa !!!!! ,, . Nadal jestem ta sama osoba , chociaz  mam trzy punkty wytatuowane na ciele do radioterapi i nie powiem ze mi sie one podobaja , chociaz wloski po radioterapi jeszcze nie odrosly, chociaz nie wrocilam jeszcze do swojej wagi i formy . Nadal marze , planuje , nadal zyje pelna piersia . Szaleje w ogrodzie , tworze , ciesze sie zyciem . I chociaz chwilami wydaje mi sie ze mam poczatki ADHD - to niczego nie chce zmieniac . Przede mna ciezkie 10 lat , coroczne badania , coroczna gehenna oczekiwania na wyniki . Ale wiem , ze dam rade i nie poddam sie . Wiem , ze walka trwa i tylko ode mnie zalezy , jak przezyje kolejne lata . Lata ze swiadomoscia , ze mialam  raka - wlasnie ,, mialam ,, a nie ,, mam ,, .

czwartek, 24 stycznia 2013

Niech sie to juz skonczy

Mija tydzien jak odeszla Natalia . Wciaz nie moge w to uwierzyc . Dziecko , ktore tak walczylo, tak nie dawalo po sobie poznac ze cos jest nie tak. Niesprawiedliwosc ? Tysiac pytan - dlaczego ? A co to da. Nic ani nikt tego juz nie zmieni . Rak jest straszna choroba. Jedni mowia - to kara . Inni - dlaczego wlasnie ja . Czasami wcale po nas nie widac , ze toczy nas choroba. Niektorzy cierpia wewnatrz, gleboko w sobie...... Niektorzy nie pozwalaja , aby rak opanowal ich zycie i po prostu usmiechaja sie do swiata i probuja mowic - nie, niec mi nie jest , no zobacz jak dobrze wygladam. Rak . Ja probuje sie oswoic z ta mysla juz cztery miesiace. Chwilami mi sie wydaje, ze mam to juz za soba , ze juz przerobilam ten temat , ze teraz zaczyna sie nowe zycie i juz zawsze bedzie dobrze. Ale czasami sama siebie pytam - czy ja sie aby nie oklamuje ? Po co to pisze ? Sama nie wiem. Ludzie mowia , ze kobiety sa silniejsze , ze im latwiej . Nawet tutaj w szpitalu slyszalam takie sformulowanie o nas - kobietach. My potrafimy mowic o wszystkim, a faceci ponoc w kolko tylko o swojej chorobie. Mysle, ze to nie istota bycia czy niebycia kobieta. Chyba najwazniejsze , czy w chorobie jestesmy sami czy ktos stoi za naszymi plecami i wciaz probuje nas chronic. Ja mam taka osobe, Bogu za to dziekuje. Chociaz pewnie nie jeden potepil moj kolejny zwiazek. Tak bardzo czuje sie bezpieczna , tak bardzo go mi tutaj brakuje . Wiem, ze przezywa to bardzo, moze nawet bardziej ode mnie. Czasami czuje sie egoistka, bo przeciez On tez jest chory . A ja w kolko tylko o mojej chorobie, o moich bolaczkach, o tym jak mnie bardzo boli, jak ja mam bardzo juz dosc, jak bardzo czuje sie samotna, jak nienawidze tej sytuacji w ktorej sie znalazlam, jak zawiodlam sie na rodzinie ktora ponoc powinna mnie wspierac - w kolko tylko ja , ja , ja , ja ................................... . Niestety , ale ta wyglada teraz moje zycie . W nastepna srode ostatnie naswietlanie. I co dalej ? Tutaj wszyscy mowia, ze zaczynam zycie od nowa , ze bede zdrowa i tak mam myslec . OKi doki - sprobuje . Musze sie zebrac w sobie , musze znalezc sile i sprobowac wrocic do zycia, do pracy ....... Musze zaczac realizowac swoje / nasze plany. Trzeba zaczac myslec o wakacjach, dobrze je zaplanowac, wybrac miejsce ( Chorwacja na bank ) , zarezerwowac bilety dla wnuczek na pobyt u nas - moze czerwiec  , zabrac sie za malowanie mebelkow ( caly dol jest nimi zawalony ) ........ No i zawiesilam sie . Co jeszcze ? Jest tego tyle , ze chyba musze spisac wszystko na kartce a potem odkreslac  - co zrobione.  Jutro do domu - na kolejne cudne dwa dni. W poniedzialek powrot , ale tylko na trzy dni - trzy ostatnie naswietlania . Chyba mam na jakis czas dosc Oslo, bede miec awersje do tego miejsca . nie wiem na jak dlugo . Ale napewno teraz bedzie mi sie kojarzylo ze szpitalem . Nie tak jak wczesniej . Ale moze mi to przejdzie , moze po latach jak bede juz pewna, ze choroba nie wroci. NIE MA TAKIEJ OPCJI, SLYSZYSZ RAK - TO DO CIEBIE ??? No i Amen .

czwartek, 10 stycznia 2013

Zmienne nastroje

Sama nie wie, moze w ogole nie powinnam tu pisac o sobie. W koncu jak sam nazwa bloga nosi - to o domu . Ale i o nas - bo dom to my. Wiem, ze rak nie byl moim / naszym projektem . Sam zakradl sie w nasze zycie. No ale skoro juz tu sie dostal, to chyba moge troche o nim popisac. 19ty dzien naswietlan . Przede mna jeszcze 14 . Jest coraz gorzej. Dzisiaj odpadl mi kawalek skory. Bogu dziekuje za tutejsza opieke medyczna . Zaraz dostalam od swojej opiekunki gazy, specjalna mieszanke plynow do okladow, nozyczki, gazy i plastry absorbujace wilgoc. Tak uzbrojona po pachy moge nadal walczyc. jestem juz tak bardzo zmeczona i obolala, ze caly tydzien nawet za mury szpitala nie wyszlam, nie bylam na zadnym spacerze. Jutro do domu............5 godzin jazdy . A w poniedzialek znowu to samo. Dzien przeplatam snem i placzkami . Czytam ksiazki, ogladam bzdurne filmy................w przepwach pije wode - bo tak trzeba. Jem. Jem na ile moge. Ale jem . Przestalam wreszcie czytac te wszystkie przemadrzale publikacje na temat raka. Chyba mam juz dosc. Wielu rzeczy mam juz dosc. Uuuuuuuuuuuuuu ale chce mi sie wyc. I ta cisza, ta cholerna cisza. Tylko ja i ta cisza. Czwartek , nawet nie wiem ktorego dzisiaj mamy . Styczen, ale melancholia , a moze wscieklosc na siebie, na caly swiat, na.............. Zycze wszystkim milego wieczoru. Ja ide wyc ..............



Jeg vet ikke, kanskje jeg ikke skulle skrive om deg selv her. Til slutt, er det samme navnet på bloggen - det handler om hjemet .Men også om oss - fordi huset - det er vi . Jeg vet at kreft var ikke i min / vårt prosjekt. Han selv kom inn i våre livet . Men siden kreft kom hit allerede, tror jeg at jeg kan vise frem noe av det. i dag  nittende dag i bestråling. Før meg er 14 igjen . Det blir verre. I dag falt jeg av en bit av huden. Jeg takker Gud for den norske legehjelp.Så snart jeg fikk fra  sykepleier gasser, komprimerer en spesiell blanding av væsker, saks og absorberende blod silikone bandage . Jeg er allerede så sliten og sår,hele uke ikke dra fra sykehuset, var jeg ikke på noen tur.Hjem i morgen ............ 5 timers kjøretur. Og på mandag går vi igjen.
 Interleaving dag sover og gråter. Jeg lese bøker, se filmer ................ tull i intervallene jeg drikker vann - etter behov. Jeg spiser. Spiser - hvis jeg kan. Men jeg spiser. Til slutt stoppet jeg å lese alle publikasjoner om kreft pa internet . Jeg tror jeg har fått nok.Mange ting jeg har fått nok. Uuuuuuuuuuuuuu men det gir meg lyst til skrike.  Og denne stillheten, denne jævla stille. Bare meg og stillheten. Torsdag, jeg vet ikke hvor vi er i dag. Januar, men melankoli, og kanskje raseri på hverandre, hele verden, på .............. Jeg ønsker dere alle ha en fin kveld. Jeg går gråte .............

środa, 9 stycznia 2013

Nowe projekty

Nie moze byc inaczej, zebym wciaz nie kombinowala . Ja juz chyba nie potrafie odpoczywac. Zreszta, w koncu ta cala grypa na cos sie przydala . Caly dzien przed komputerem w poszukiwaniu technik zdobienia i postarzania mebli. No i chyba sie udalo. Wpadlam na kilka wspanialych blogow - dziewczyny jestescie niesamowite. Pozatym odnalazlam filmiki instruktarzowe . Heh, jeszcze cos ze mnie bedzie. W domu czeka kilka starych mebli . Tylko zeby sily wrocily, bo boje sie ze rozgrzebie to wszystko i zostawie. Wiec chyba wszystko musi poczekac , az skoncze radioterapie i wroca mi sily. Moj mily dzisiaj robil w hyblu porzadki - ponoc nie ma gdzie dloni wcisnac. To jak ja mam tam pracowac ?? Niby dom wielki , my w nim sami a miejsca malo . To jak to tak ?

U mnie w szpitalu nie jest moze shabby ani nastrojowo, ale zdjecie szafki nocnej wrzuce - z telefonu ( fatalne )


Wlasnie zaczelam sie matrwic , bo aparat nasz w Polsce u corki i zostalismy na lodzie . Jak tu zdjecia robic ?
Znalazlam jakies zdjecia , to moze je tu wstawie .

Nasza sypialnia / Soveromet 



Schody na drugie pietro / Trapper til loftstua 


Zycze milej i spokojnej nocy . I mnostwa pomyslow.