A teraz przyznam sie bez bicie - post lezal juz jakis czas w wersjach roboczych . Brakowalo tylko zdjec. Tylko.... latwo powiedziec . Nawet na to czasu nie mam. Wiec puszczam post prawie bez zdjec - a niech tam . A jak juz dojde do siebie to nie bede pisac nic tylko powstanie post z samymi zdjeciami . Obiecuje . Ale to juz po dwudziestym . No a teraz prosze.....
Mam manko w pisaniu , manko w spaniu , manko w opowiadaniu , manko w sprzataniu , manko w koszeniu trawy , manko w dbaniu o siebie , w prasowaniu ............ jest tego troche. Ah no i manko w odpoczywaniu :-(, bo pomimo , ze wrocilam z wakacji to ostatnio ciagle jestem zmeczona. Ale to minie . Nie mam tylko manka w czytaniu, bo od ostatnich tutaj bytnosci przeczytalam wszystkie dostepne w jezyku polskim ksiazki Åsy Larsson , Åsy Lantz , dwie ostatnie ksiazki Jø Nesbo . Nie mam tez manka w sadzeniu krzewow w moim ogrodzie ........ale po woli, po kolei .
Bo jak to OTTO spiewal ,, ...wakacje .... znow beda wakacje.... '' czekalam na ten dzien jak wariatka. A ze w tzw. miedzyczasie zrobily sie i u nas tropikalne upaly to czekanie to bylo wprost nie do zniesienia. Slonce palilo , pracowac sie nie chcialo . Coz , taka kolej rzeczy . Korzystalam wiec z kazdej okazji , zeby podsmazyc swoje cialo i przygotowac je na chorwackie promienie . Szlo mi calkiem niezle, bo Tomek powiedzial ,, to po co my mamy jechac do Chorwacji, skoro ty juz taka brazowa jestes '' . Chyba chcial zaoszczedzic hehe , ale sie nie dalam . Lezalam tak na tarasie i ukladalam plan na wyjazd, szykowalam liste zakupow w Polsce i czytalam jak glupia. Do swojego warsztaciku zagladalam tylko od czasu do czasu , bo malowac po prostu mi sie nie chcialo . Ale w jakis magiczny sposob powstala szafka telefoniczna, jaka zapewne kazdy z nas mial w domu w latach siedemdziesiatych . Jakaz ja jestem szczera - nie chcialo mi sie , ale taka jest prawda. Wlokl sie za mna jakis len, nie wiem sama czemu . Bogu dzieki , ze byly upaly , to trawa malo rosla i kosic jej trzeba nie bylo . Usychala na naszch oczach i nawet podlewanie nic nie dawalo. Ta nasza ziemia na kamieniach jak przeschnie to za pieruna wody nie wchlania. Plynie toto po niej jak po foli , i tyle. Wiec dalismy sobie spokoj . Mamy teraz czarne plamy i juz .
W ostatnim tygodniu przed wyjazdem bylam tak podekscytowana jak jakas dziewica. Jakkbym to ja nigdy w Cro nie byla . Ale ten wyjazd mial byc wyjatkowy . Mielismy wreszcie dotrzec na Peljesac i to z naszymi przyjaciolmi . Sami ,, starzy '' , zadnych dzieciakow , laba , luz , wino i spiew . I kurka wodna tak wlasnie bylo . Najpierw kilka dni na pomorzu , male zakupy , pakowanie i ..... nadejszla ta wielkopomna chwila - wyjazd . Przed nami bylo dwa tys km . Start mielismy niezly - bo juz po przejechaniu 20 km na obwodnicy trojmiasta stanelismy w korku i tak tkwilismy dwie godziny . szacuneczek dla panow poliscjantow , ze nie przyslo im do glowy zeby scholowac samochodzik na lewy pas :-( . Potem poszlo juz gladko - A1 , slask , winietki , Czechy , Austria , Slowenia ....non stop jazda , bo sie wymienialismy. No i dopadlo nas w Sloweni . Tomek juz usypial , jechal na czuja ( tak mowil , no i ze malo pamietal ostatnie km ) , wiec Gonia wsiadla jako kierowca . I tak sobie siedziala, od czasu do czasu wrzucajac na jedynke ;-( wrrr . Tomek obudzil sie po dwoch godziach prawie i pyta , ile juz przejechalismy - my na to , ze niecale trzy km !!!!!!! Wpadl w szal ? Nie skadze, po prostu zapytal ile do granicy i czemu nie szukamy alternatywnej drogi i innej granicy ???? O my dupki wolowe , pomyslalam. Mie wiem czemu . I nie wiem , dlaczego szlag nas nie trafil jak jeden gosc objechal sobie koreczek przez stacje benzynowa, wpasowal sie przed nas i powiedzial mile ,, sorrryyyy ''. Oj, tego juz mielismy dosc . Krotki czeking mapy ( starego atlasu ponad 10 letniego wrrrr ) , nastepny zjazd i chyc na inna granice, bo okazalo sie ze ten korek ma prawie 80 km . No to w takim tepie to my tu cale dwa tygodnie spedzimy , zamiast na Peljesacu .
I tu nas spotkala niespodzianka , bo chociaz Slowenia w Uni jest to i tak bez kontroli paszportowej i otwierania samochodu sie nie obylo . Coz , taki to ich urok tych Slowencow . Potem poszlo gladko , ale nie zadlugo . Bo juz w okolach Zagrzebia obie drogi sie zeszly i dojechali Ci z korka ze Sloweni . Szlo jak po grudzie, wiec zaraz za pierwszymi bramkami na autosradzie ostro zjechalismy na stacje beznynowa i rozbilismy oboz na trawniku . A co :-) . Polskie ogorki malosolne, ktore Gosia zakisila za piec dwunasta , kanapki ze sznycelkiem i blogie lenistwo . Nogi mialysmy spuchniete jak balony , a przed nami setki km drogi . Gdy ruszylismy w miare uplywu czasu i zjadrow na prawo i lewo autostrada pustoszala. Zastanawialam sie , czy na Peljesac tylko my jedziemy ????? Wszak , ze to koniec swiata , ale ...... . Prowadzilam ja , wiec za duzo sie nie rozgladalam . Pozatym znalam trase az do Splitu , ale Piotr strzelal foty ile sie dalo .
Gnalismy na zlamanie karku , bo chcielismy zdazyc na przedostatni prom . Byla tez alternatywa - jak nie zdazymy to jedziemy przez Bosnie . No ale znowu granica, znowu trzepanie , strata czasu..... . tak wiec gnalam i gnalam i nikogo za kierownice wpuscic nie chcialam . W Ploce bylismy 45 min przed odplynieciem . No to zadowoleni z siebie bylismy co niemiara, nawet czasu na foty starczylo. No bo przeciez pierwsze palmy ukazaly sie naszym oczetom :-P . Prom jak prom , pol godziny i bylismy w Trpanj . Fajna , mala , przytulna miescinka z chyba najlepsza pizza jaka jedlismy na polwyspie . Ciagle ja wspominamy . Bo nie tylko wlosi potrafia ja wypiekac , chorwaci tez sa w tym dobrzy . Jeszcze kupilismy pierwszy chlebek i po pietnastu minutach ukazal sie naszym oczom wyczekiwany , uteskniony , wysniony Dingac Borak . Podaje nazwe tej miejscowosci z wielka doza niepewnosci - czy powinnam . Powinnam wrecz napisac , ze jesli ktos dotrze do tunelu , a za nim zobaczy drogowskaz - nigdy .... przenigdy .... absolutnie nie wolno mu skrecac w lewo !!!! Najlepiej niech zawroci i pojedzie gdzies indziej . To raj , raj na ziemi . Wiocha nieziemska , na ktorej konczy sie droga , dalej juz nie ma nic . Miejsce dla takich nudziarzy jak my - tylko wino , cykady , wyjace nocami i podchodzace pod dom kojoty , dwie konoby z najlepszymi kalmarami na swiecie . Zyc nie umierac . No i dlatego nie chcialo mi sie wracac do tej mojej Norwegi . Mieszkalismy nad samym morzem , obok plarzy . Z domku byly schodki wprost na prywatna plazyczke , z ktorej mielismy zejscie do wody . Jardan - cieplutki , jak nigdy . chociaz czasami po poludniu fale byly jak na Havajach . I tu powinnam skonczyc i zatopic sie we wspomnieniach .
Minelo ponad pol godziny , moge pojsc dalej . Planow jako takich nie bylo, byl tylko Dubrovnik . i jako ze dnia czwartego miala byc pogoda w tzw. kratke - troche deszczu, troche chmur - postanowilismy wybrac sie na wycieczke. Troche ponad 100 km , to w koncu nie tak daleko . Wyjechalismy raniutko, ale w polowie drogi wpadlismy w korek , ktory dzieki Bogu rozladowala policja puszczajac nas gorska drozyna posrod winnic i laskow . Dubrownik - co tu gadac - piekny, dostojny . Chociaz oboje z Tomkiem stwirdzilismy , ze bardziej klimatyczny jest Split . Coz ilu ludzi tyle opini. Po wiecej info mozna przeczytac w wikipedia .
Caly Peljesac jest bardzo ciekawy . Miasteczko Ston posiada taki ,, europejski - chinski '' mur . Nie bede sie o tym rozpisywac , zapytajcie doktora google . W okolicy sa hodowle ostryg . No i winnice.....winnice......oj, chyba sie zapedzilam. Tak , Dingac , Plavac to najpopularniejsze wina z tego regionu . Dingac byl dla mnie na ostry , za mocny w smaku , ale Plavac i Mali Plavac - w nich sie chyba zakochalam. I nie tylko ja . Biegalismy do sasiadow z trzy litrowa banka, ktora codziennie nam napelnial . Nie liczylam ile tego wina przelalismy , ale bylo tego troche . Idac dalej - Korcula - oj, bardzo podobna do Splitu - to taki Dubrownik w miniaturze . Ciasne uliczki , mnostwo sklepikow rekodzielniczych . No moglabym tam zamieszkac . Chyba skoncze z tymi opisami , zdjecia zrobia za mnie reszte - tylko w nastepnym poscie .
Fakt faktem , ze wyjezdzac nam sie nie chialo . I wiem jedno , za rok tam wracamy - bo nawet wentylator u wlascicieli apartamentu juz zostawilismy . Bywalismy juz w Chorwacji . Zachwycilam sie kilkoma miejscami , ale tam na Peljesacu znalazlam raj , raj na ziemi . Chociaz nie wiem, czy kazdemu by sie tam podobalo, bo to jednak nadal taki zapomniany kawalek Chorwacji. W wielu mijescach czas jakby sie zatrzymal na latach 60tych , jest mnostwo opuszczonych budynkow , czasami troche smieci , ale .............. dla mnie jest bomba . No i nie ma tych gwarow , jak nad polskim morzem czy innych duzych kurortach . Chociaz moja kochana siostrzyczka byla tez w Chorwacji kolo Zadaru i tez twierdzi , ze byla w raju . A ja mysle, ze kazdy z nas ma taki swoj raj gdzies na ziemi . Ba.... nawet kilka takich rai - rajow - czy jak to sie zwie . Bo ja czasami tez mowie , ze tu w Norge mam tez ten swoj raj na ziemi :-)
W drodze powrotnej z Polski do domu male zakupy - 20 krzakow aroni . Tak, wiem ze to zabronione przewozic do Norwegi krzewy z ziemia, ale tyle pisza o nas Polakach - przemystnikach ze postanowilam wiecej nie cierpiec za niewinnosc i tez cos przemycilam. A co .-) A ze ja dusza niespokojna jestem , to odpoczac Tomkowi dalam tylko dwa dni i od poniedzialku zaczelo sie kopanie i sadzenie . A ze ziemia norweska lekka nie jest , to potrzebny byl poltorametrowy lom o wadze 10 kg albo i wiecej . I wiecie co - i tak sie wykrzywil . Fakt faktem , ze aronie mialy rosnac rowniutko ale wyszlo jak zawsze - ze rosna w miejscu gdzie sie dalo wykopac dolek . Cale szczescie , ze nie mam w okolicy wscibskiego sasiada, ktory juz czeka z pytaniem ,, a dlaczego tak nierowno ????? '' . I oto wualla foty - jak to Tomek mowi dumny ze swojego nowego telefonu - w jakosci HD :-) - ale na to poczekac bedzie trzeba ;-P
Dobra , zanudzamy dalej . Lato sie konczy , a ja wciaz lapie ostatnie promienie slonca , chocby na stopach . Sofa z palet bardzo nam sie przydala w tym roku, bo lato mielismy juz od maja to trzeba bylo gdzies zlec nasze grzeszne ciala na sieste . tomek niejednokrotnie pochrapywal sobie wygodnie na tarasowej sofce popoludniami . I wciaz tam polegujemy poczytujach gazetki czy ksiazke. Ale to chyba ostatnie dni , kiedy mozemy z niej korzystac , bo jest coraz chlodniej. Pozatym popaduje non stop i latamy z tymi poduchami do domu i z domu . Co do promykow slonca , to Tomek przezywa powolne tracenie opalenizny jak przyslowioa mrowka okres . Jeczy , ze blednie i co on bidulek ma na to poradzic . Juz planuje kolejne wakacje hehe. Ale fakt faktem opalenizna zaczyna sie luszczyc . Szukam w sieci jak ja zatrzymac , ale to chyba niemozliwe . Smarujemy sie czym sie da, ale i tak sie luszczy . W Polsce pewnie zaczelabym chodzic na solarium, ale tutaj ??? Jak pomysle o lezeniu pod lampami piecdziesiatkami !!! ( dacie wiare ??? ) przez przynajmniej pol godziny to juz mam dosc . tak , tutaj sa inne przepisy i niedopuszczaja do powstawania raka skory. Wiec mamy tylko same przestarzale urzadzenia , na ktorych od lezenia dupa boli . Pol godziny minimum, zeby cos tam wzielo ??? Masakra . Ale znam takie psychopatki, ktore leza na nich caly rok na okraglo . Mozna ? Mozna , a co .
Boszeeee , moglabym tak dzisiaj pisac i pisac, tyle sie dzialo . Ale chyba juz skoncze . Oj , nie. Jeszcze jedno . W tym tygodniu odbedzie sie u nas Gjenbrukmesse na corocznym Fårefestival na kroty zjezdzaja sie ludziska z calej Norwegi . To taki festival , cos na podobienstwo naszych dozynek tylko ze u nas swietujemy zarzynanie jagniatek i zajadanie sie swietna jagniecina .Podczas wlasnie tego festivalu odbedzie sie wystawa , na ktorej ludzie moga sie dowiedziec ze rozne rzeczy mozna wykorzystac ponownie . I jako , ze juz mnostwo ludzi wie , ze przerabiam meble i rozne inne takie zostalam zaproszona . Bede miala swoje stoisko , na ktorym bede mogla pokazac / sprzedawac swoje przerobione klamoty . Uzbieralo sie tego ostatnio troche. Chce tez zabrac ze soba troche niegotowych rzeczy i je tam dokonczyc - taki maly pokazik . Malowanie , przecieranie , woskowanie , moze jakies napisy .... Zobaczymy co z tego sie wykluje . Zrobili nawet ze mna krotki filmik . I wlasnie z tego powodu nie spie, denerwuje sie i cale dnie spedzam na przerabianiu na nowe . A teraz koniec i basta . Bo przyznam sie bez bicia , ze po raz kolejny sklecam posta w przerwach w pracy juz od trzech dni . Mam tylko nadziej, ze rektor w szkole nie kontroluje naszego dostepu do sieci i nie sledzi czasu spedzonego na necie. Ja chyba juz wariuje, od tego czytania kryminalow hehe .
A jutro ............... jutro jade na biopsje....kolejna. Znowu cos znalezli w ilosci trzy sztuki . Trzymajcie kciuki :-)
Ania
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą planter. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 września 2014
wtorek, 20 maja 2014
O tym , ze czasami plany ida w leb
Mialam juz w glowie gotowy temat . Myslalam - w przerwie w pracy szybko go nasciubie , a potem dokleje zdjecia . A ze od ponad tygodnia dom nasz wrze odglosami bytnosci czlowieka w ilosciach cztery , to na buszowanie w sieci ma sie rozumiec czasu nie mialam . Usiadlam z kawa w dloni z zamiarem pisania , ale najpier postanowilam troche poczytac . I okazalo sie , ze polowa blogow oblepiona jest tematem albo Conchita Wurst albo Hip Hura 17 Mai !! . No to padlam na przedbiegach . Bo po co ja bede pisac w kolo i to samo ??? Chociaz mam na dane tematy swoje zdanie to postanowilam tylko napomknac to czy tamto . Powiem tak - z namaszczeniem po raz chyba pierwszy w zyciu kibicowalam naszej ,, druzynie '' na Eurowizji . Kolegom w pracy pokazywalam nasz teledysk na Youtubie i dumnie sie czerwienilam. Nie , nie powiem ze ta piosenka jest dla mnie wszystkim , ale jak nie chwalic swojego na obczyznie, gdzie na kazdym kroku pokazuja ci ze to oni sa naj naj naj. Postanowilam tez zablysnac , a co . Wszak cycki robily furore , to jednak zrozumienia dla mojego entuzjazmu jakos nie znalazlam . Eh , losie marny , nawet cztery smsy wyslalam a i tak to nie pomoglo . Wygral facet - baba z broda. Nie , nie jestem fomohobem , ale ......... to jest dla mnie troche niesmaczne. Do tej pory myslalam , ze to konkurs piosenki , konkurs na wokaliste / ke , ale okazuje sie - ze sie mylilam. No i chyba nie tylko ja. Coz, swiat zaczal kroczyc dziwnymi drogami . Politycy zapomnieli , ze powinni sluzyc wyborcom . Ksieza zapominaja , ze powinni sluzyc Bogu . Matki ciagaja niemowleta na castingi na mala miss , zapominajac po co je urodzily . Ja zapominam , zeby chronic swoje dupsko przed ludzmi - sepami . Ehhhhh , co to z nami bedzie pytam sie ja !!!!?????
W sobote obchodzilismy 17. mai Grunnlovsdag . Bylo jak zawsze . Wywiesilam flage z samego rana . Ubralismy sie odswietnie - a co :-) . Usadowilismy sie na tarasie i tak ogladalismy parade z naszego domu . Pochod szedl pod naszymi ,, nosami '' , sloneczko swiecilo , wiatr wial jak szalony . I tyle . Byl plan , aby po poludniu pojechac obejzec Russetog , ale na tym tylko sie skonczylo . Jak para staruszkow na emeryturze poszlismy ,, polezec '' troche po poznym obiedzie. I tak nam sie zeszlo , ze obudzilismy sie w polowie owego wydarzenia. Na nic sie zdaly pokrzykiwania ,, fæn , alesmy pospali '' , bo bylo i tak za pozno . Ot i cale nasze swietowanie. A nie, bo bym sklamala- byly i ciasto i lody - tak na znak tradycji :-)
Wreszcie i do nas wiosna przyszla, bo temperatury zaczely oscylowac w okolicach 10-20 st powyzej zera . Latam z grabkami , lopatka, nawozem ( naturalnym ma sie rozumiec ) i sadze, przesadzam - i tak w kolko . Dol prawie skonczony , pozostal jeszcze kawalek sufitu , ale z tym juz pojdzie szybko . Lawa tez juz w uzyciu . Wciaz pozatym maluje i przerabiam. Obecnie na ,, warsztacie '' stoi szafka TV . Byla to gora od jakiegos regalu . Dostalam ja od jednej ze znajomych. Powiedziala ,, Anna , cos z niej wymyslisz , juz ja to wiem '' . Dokrecilam kolka , no i bedzie co ma byc . Tomek tylko jeszcze ma mi dociac deski na blat , ktore chce pomalowac kazda na inny kolor , a potem przetrzec . Zobaczymy co z tego wyjdzie . A ze obiecalam opisywac wnikliwie co robie i jak to wualla oto krotki i mam nadzieje zrozumialy opis . Otoz ,, komoda '' ze ja tak nazwe byla w oryginale czarna. Poprzednia wlascicielka przemalowala ja na brazowo . Bogu dzieki ze uzyla farby akrylowej , to nie musialam sie za bardzo napracowac . Zmatowilam meblisko drobniurkim papierem sciernym , po czym odkurzylam i umylam z resztek pylu . Zabralam sie za malowanie na bialo . Tym razem nie przecieralam brzegow swieca, bo nie bylam do konca pewna czy bede je w ogole wycierac . Szczerze mowiac , to nie bylam w ogole pewna efektu koncowego . Po nalozeniu dwoch warstw bialej farby kredowo - akrylowej mojej produkcji :-) zdecydowalam sie na nalozenie suchym pedzlem zieleni na gzymsy . Pomyslalam , ze troche ja ozywie tym kolorem . Potem poszla bejca orzechowka StarVaxu . Nakladalam ja na tarasie , bylo cholernie slonecznie i bejca schla jak zwariowana , co mi wcale nie ulatwialo pracy . Wiec chyba raczej nie polecam robic tego w upaly na pelnym sloncu . Po kilku godzinach zabralam sie za usuwanie niechcianej warstwy bejcy bezbarwnym woskiem Liberon'a . Uzywalam bawelnianej strzepoliny jak to nazywam to ,,cos '' gotowe do uzycia , bawelniane resztki materialu . Teraz zostaly mi tylko przetarcia na brzegach i gotowe do podrasowania przez Tomka. Czyli pozostal tylko blat , ale kiedy on sie pojawi , to ja juz nie wiem . Zlecenie zlozone, tylko poczekac musze ;-( . Mam juz pomysl jak ja ,, ubrac '' do zdjec , ale na to jeszcze czas .
Na tarasie pojawil sie tez nowy ,, mebel '' czyli stary magiel. Tomek przywlokl go az z Sandefjord jak pojechal po rodzicow na lotnisko . prezentuje sie nieziemsko , ale nie jestem pewna czy pozostanie wlasnie tam . Sie zobaczy .
Skoro powiedzialam ,, a '' to musze i powiedziec ,, be '' . oto moja nowa toaleta i ,, dolny '' hol domu . Sama nie wiem jak to nazwac, u nas to po prostu hybel , a po polskiemu ??? Mowi sie na to ,,przyziemie '' w domach budowanych na pochylej dzialce . No i niech tak bedzie .
lampa mojego pomyslu :-)
I drzwi ,, do nikad ''
Po przegadaniu niejednej minuty i namowach malgosi zostawilismy ten stary uchwyt na papier toaletowy . Na dowod , ze byl tu juz od poczatku po zbudowaniu domu wyryta data - chyba montarzu . Mysle , ze pasuje do calego wnetrza, ale takze ma swoj udzial w atmosferze naszego domu
W sobote obchodzilismy 17. mai Grunnlovsdag . Bylo jak zawsze . Wywiesilam flage z samego rana . Ubralismy sie odswietnie - a co :-) . Usadowilismy sie na tarasie i tak ogladalismy parade z naszego domu . Pochod szedl pod naszymi ,, nosami '' , sloneczko swiecilo , wiatr wial jak szalony . I tyle . Byl plan , aby po poludniu pojechac obejzec Russetog , ale na tym tylko sie skonczylo . Jak para staruszkow na emeryturze poszlismy ,, polezec '' troche po poznym obiedzie. I tak nam sie zeszlo , ze obudzilismy sie w polowie owego wydarzenia. Na nic sie zdaly pokrzykiwania ,, fæn , alesmy pospali '' , bo bylo i tak za pozno . Ot i cale nasze swietowanie. A nie, bo bym sklamala- byly i ciasto i lody - tak na znak tradycji :-)
Wreszcie i do nas wiosna przyszla, bo temperatury zaczely oscylowac w okolicach 10-20 st powyzej zera . Latam z grabkami , lopatka, nawozem ( naturalnym ma sie rozumiec ) i sadze, przesadzam - i tak w kolko . Dol prawie skonczony , pozostal jeszcze kawalek sufitu , ale z tym juz pojdzie szybko . Lawa tez juz w uzyciu . Wciaz pozatym maluje i przerabiam. Obecnie na ,, warsztacie '' stoi szafka TV . Byla to gora od jakiegos regalu . Dostalam ja od jednej ze znajomych. Powiedziala ,, Anna , cos z niej wymyslisz , juz ja to wiem '' . Dokrecilam kolka , no i bedzie co ma byc . Tomek tylko jeszcze ma mi dociac deski na blat , ktore chce pomalowac kazda na inny kolor , a potem przetrzec . Zobaczymy co z tego wyjdzie . A ze obiecalam opisywac wnikliwie co robie i jak to wualla oto krotki i mam nadzieje zrozumialy opis . Otoz ,, komoda '' ze ja tak nazwe byla w oryginale czarna. Poprzednia wlascicielka przemalowala ja na brazowo . Bogu dzieki ze uzyla farby akrylowej , to nie musialam sie za bardzo napracowac . Zmatowilam meblisko drobniurkim papierem sciernym , po czym odkurzylam i umylam z resztek pylu . Zabralam sie za malowanie na bialo . Tym razem nie przecieralam brzegow swieca, bo nie bylam do konca pewna czy bede je w ogole wycierac . Szczerze mowiac , to nie bylam w ogole pewna efektu koncowego . Po nalozeniu dwoch warstw bialej farby kredowo - akrylowej mojej produkcji :-) zdecydowalam sie na nalozenie suchym pedzlem zieleni na gzymsy . Pomyslalam , ze troche ja ozywie tym kolorem . Potem poszla bejca orzechowka StarVaxu . Nakladalam ja na tarasie , bylo cholernie slonecznie i bejca schla jak zwariowana , co mi wcale nie ulatwialo pracy . Wiec chyba raczej nie polecam robic tego w upaly na pelnym sloncu . Po kilku godzinach zabralam sie za usuwanie niechcianej warstwy bejcy bezbarwnym woskiem Liberon'a . Uzywalam bawelnianej strzepoliny jak to nazywam to ,,cos '' gotowe do uzycia , bawelniane resztki materialu . Teraz zostaly mi tylko przetarcia na brzegach i gotowe do podrasowania przez Tomka. Czyli pozostal tylko blat , ale kiedy on sie pojawi , to ja juz nie wiem . Zlecenie zlozone, tylko poczekac musze ;-( . Mam juz pomysl jak ja ,, ubrac '' do zdjec , ale na to jeszcze czas .
Na tarasie pojawil sie tez nowy ,, mebel '' czyli stary magiel. Tomek przywlokl go az z Sandefjord jak pojechal po rodzicow na lotnisko . prezentuje sie nieziemsko , ale nie jestem pewna czy pozostanie wlasnie tam . Sie zobaczy .
Skoro powiedzialam ,, a '' to musze i powiedziec ,, be '' . oto moja nowa toaleta i ,, dolny '' hol domu . Sama nie wiem jak to nazwac, u nas to po prostu hybel , a po polskiemu ??? Mowi sie na to ,,przyziemie '' w domach budowanych na pochylej dzialce . No i niech tak bedzie .
lampa mojego pomyslu :-)
I drzwi ,, do nikad ''
Po przegadaniu niejednej minuty i namowach malgosi zostawilismy ten stary uchwyt na papier toaletowy . Na dowod , ze byl tu juz od poczatku po zbudowaniu domu wyryta data - chyba montarzu . Mysle , ze pasuje do calego wnetrza, ale takze ma swoj udzial w atmosferze naszego domu
Ta tabliczka wisiala na drzwiach od tej toalety od poczatku i zostala z nami , chyba juz na zawsze . A niech tam :-) . W wolnym tlumaczeniu ,, to dotyczy malych i duzych , kazdy powinien to zrobic ,wiec cos z tym zrob ''
Milego wieczoru , mnostwa slonca - u nas swieci bezustannie az do 22 , bo zaczynaja sie biale node .
Ania
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
O tym , ze jak tak dalej bedzie to moje zdjecie beda pokazywac w Wikipedia
Kiedy pisze ten post jest sobota 5 kwietnia. Zaznaczam to szczegolnie , bo nie mam pojecia kiedy ten post ujrzy swiatlo dzienne ;-) . Tak , przyznaje sie - nie potrafie zrzucac zdjec z aparatu od kiedy mamy tego cholerenego Windowsa 8 . Moze to i latwe , ale jakos nigdy nie mialam czasu zeby sie przyjzec jak robi to Tomek . No a teraz kiedy on jest przez weekend w Norske Terapihundeskole z Brenda jestem jak kaleka . Wiec , jesli w Wilkipedia wpiszecie zwrot ,, zyciowa kaleka '' i wyskoczy Wam przy okazji moje zdjecie albo link do mojego bloga - to sie nie zdziwcie. Baaaa, moge pojawic sie tez pod innym haslem . Bo ciagle wierze , ze ludzie sa z gruntu w glebi serca dobrzy . I jestem w stanie wybaczac chyba wszystkim . No moze nie akurat zaraz ...natychmiast Putinowi wybacze , ale mija jakis czas ... kilka lat....cwiercwiecze a ja spotykam taka osobe i sobie mysle ,, oj , zaraz spojzy na mnie , spusci oczy , podejdzie i mnie przeprosi '' . Potem wsiadam do samochodu i mowie sama do siebie - na glos ( uwierzycie ?? ) - ,, ty idiotko ... skonczona idiotko .... czego oczekiwalas ???? '' . Tak wiec jesli wygooglujecie slowo ,, idiota '' to moge znowu wyskoczyc JA . W taki oto sposob postanowilam dostac sie do najwiekszej encyklopedi internetu . Dobry sposob , co ?
No a teraz juz serio . Wiem , bywam tu zadko , ale czas trzyma mnie na uwiezi . Ale jeszcze tylko tydzien i szkoly maja ferie Wielkanocne, czyli Påskeferie - no to i ja mam wolne. Uwierzycie - jakby policzyc od nastepnej soboty to cale 10 dni laby . Jøss :-D . Nie wyjezdzamy nigdzie , a przynajmniej na raze jest taki plan . Ale zapewne calkowicie leniuchowac nie bedziemy . I jakby tu ujac - na wiosne bardzo liczyc nie moge, bo tak dla przykladu dzisiaj - snieg z deszczem i nie wiem plakac czy smiac sie wypada . Ale nie - zima jako taka juz poszla w sina dal, przynajmniej u mnie w dolince. Chociaz po drugiej stronie rzeki , na polnocnym stoku gory wciaz snieg lezy . Ale wiosennie bywa zadko . W nocy nadal mroz . Nawet trawe nie moge wysiac . Na parapecie dumnie wzbijaja sie posiana salata , szczypiorek i buraczki . Bazylia nadal strajkuje, ale ona tak juz ma. Pomieszkuja sobie w moim niedokonczonym hobbyromie na parapecie. Czekam na cieplejsze dni , to przesadze je do skrzyni, ktora Tomek obiecal mi zbic z desek . Ale mysle , ze mam jeszcze troche czasu . Szklarenka zapewne przejdzie jako projekt na nastepny rok . Coz, wszystkiego miec nie mozna, bo zycie byloby za nudne .
Dol domu zaczyna przypominac wreszcie calkiem fajne pomieszczenie . Wszystko juz obite , pomalowalam kilka desek zainspirowana tapeta przypominajaca stare dechy . Teraz trzeba to wyszlifowac , pobejcowac , zamontowac narozniki , zafugowac podloge , kosmetyka.... . Duzo tego, co ? No i moze za tydzien , dwa bedzie gotowe . Heh , rzucaja sie w oczy czerwone porecze przy schodach . Jak je zobaczylam w calym domu kiedy bylismy go pierwszy raz ogladac , od razu pomyslalam o ludziach ktorzy tu mieszkali i co nimi kierowalo ???? Dziwny jest ten swiat . No ale oczywiscie , ze je przemaluje . Na bialo .
A w tak zwanym miedzyczasie cos tam maluje u siebie . Jestem w trakcie odnawiania starej , debowej komodki . Nie jedno bidulka przezyla . W zeszlym roku , w maju jak mialam garasje salg - czyli wyprzedaz garazowa - mialam ja sprzedac . Stala sobie przed domem , na trawniku i jakos nowego nabywcy znalezc nie mogla. Nasz ukochany piesek byl caly dzien na linie - to cos rozwinietego pomiedzy naszym tarasem a drzewem, ktore stoi po srodku dzialki . Brenda moze w ten sposob przemierzac ogrod wszerz i wzdlurz ( tak kaza pisac - sprawdzilam w slowniku ) . No ale ze ona bardzo towarzyska jest i nie zna pojecia szybko - wolno - to wita sie z czlowiekami zawsze na swoj sposob . I tak bylo tym razem , zanim sie obejzelismy lina na ktorej uczepiona byla Brenda poderwala komodke na dwa metry w gore, komodka zrobila kilka obrotow w powietrzu i spadla na ziemie z wielkim hukiem . No i na nieszczescie nie byla juz w jednym kawalku ale w osmiu . Taka to oto historia .Zmalowalam tez slagbenk czyli tak po polsku lawe do siedzenia, co to ma w siedzisku schowek na buty for eksempel . Ma stac w przedpokoju, ale wydaje mi sie ze jest za mala. Ano zobaczymy pozniej . Jestem tez w trakcie malowania konsoli . Byla wstretna czarno - brazowa , bardzo zniszczona, obdrapana , fuj . Zobaczymy co z niej wyjdzie. Lista zyczen nie ma konca - stoja dwie debowe komody, starusie , przemalowane przez kogos na granatowo . Na razie nie mam na nie pomyslu , ale to najdzie mnie niespodziewanie . Stoja tez trzy czy nawet cztery stare okna. Mam zamiar wstawic zamiast szybek plyte drewniana i pomalowac ja farba kredowa czarna . Czekaja tez nogi od starej maszyny - bedzie z nich fajny stolik, tylko wciaz czekam na blat . Nawet nie pytajcie co stoi w kolejnych dwoch sypialniach - az boje sie tam robic zdjecia. W moim hobby pokoiku tylko baby i dziada brakuje, ale jakos sie tam odnajduje. Plisss, no comment ;-) . Jutro mam zamiar pomalowac vindu utforing - czyli wewnetrzne czesci okien, czy tez parapet i futryny tak po naszemu . Mam calkiem grube sciany, wiec ,, parapet ,, wyszedl zaje...sty . Szeroki .Zaslony juz kupilam, karnisz tez , tylko potrzeba wykonczyc okno , zawiesic grzejnik, ktory juz dwa miesiace czeka w przedpokoju , zamontowac reszte kontaktow i heja - gotowe .
W kolejce czekaja do wykonczenia lawa i stol na taras . Ja juz sama nie wiem, czy ja mam cos z glowa, bo ciagle ,, cos '' . Ubzduralam soebie kiedys, chyba ze trzy lata temu, moze dawniej jak zobaczylam u znajomych na hytte ( czytaj : w domku wakacyjnym ) piekna lawe . Prosta z natury - jakies ksztaltowniki metalowe zespawane do kupy, na to stare dechy . I wsio . A kosztuje - bagatelka - najbidniej ponad 3 tysie koron . No matko kochana, ja na glowe nie upadlam - mysle sobie. A czas mijal, a jak bylam w meblowym z wizyta , to za kadym razem motyle w brzuchu mialam jak ja mijalam na wystawie. Ale od czego moja spokojna rozczochrana - no nie ;-) . Pracuje wszakrze w szkole , videregåendeskole , no i mamy zdolnych chlopcow ksztalcacych sie na slusarzy , spawaczy . Jedno szepniecie w uszko do milego nauczyciela, ktory notabene jest ojcem kolezanki mojej ( calusy Astrid ) , kilka dni oczekiwania i wuallla mam zespawany szkelet . Teraz tylko Tomaszek mi to ladnie wygladzi, potraktuje salt syre czyli kwasem solnym - zeby wyszla piekna rdza. Potem to woda przemyje, pokryje woskiem , On nabije starusie deski i bedzie lawa. A co :-) . Troche industri pojawi sie w moim krolestwie .
Przerwalam na chwile pisanie, bo nalewam sobie wody do wanny. Samotny wieczor, ful babelkow o niesamowitym zapachu - dzieki Aga za zajefajny plyn - Tutti Frutti czy cos takiego, kupiony w Rossmanie . Polecam wszystkim. Zaraz wlacze moja ulubiona plyte, zabiore nowy numer Bolig Pluss ze soba i pozwole sobie na blogie lenistwo.
Milego wieczoru . Ania
ps. tak wiem, jest poniedzialek . Zdjecia zrzucone ( dzieki Tomaszku ) , wiec post trafia na swoje zasluzone miejsce.
No a teraz juz serio . Wiem , bywam tu zadko , ale czas trzyma mnie na uwiezi . Ale jeszcze tylko tydzien i szkoly maja ferie Wielkanocne, czyli Påskeferie - no to i ja mam wolne. Uwierzycie - jakby policzyc od nastepnej soboty to cale 10 dni laby . Jøss :-D . Nie wyjezdzamy nigdzie , a przynajmniej na raze jest taki plan . Ale zapewne calkowicie leniuchowac nie bedziemy . I jakby tu ujac - na wiosne bardzo liczyc nie moge, bo tak dla przykladu dzisiaj - snieg z deszczem i nie wiem plakac czy smiac sie wypada . Ale nie - zima jako taka juz poszla w sina dal, przynajmniej u mnie w dolince. Chociaz po drugiej stronie rzeki , na polnocnym stoku gory wciaz snieg lezy . Ale wiosennie bywa zadko . W nocy nadal mroz . Nawet trawe nie moge wysiac . Na parapecie dumnie wzbijaja sie posiana salata , szczypiorek i buraczki . Bazylia nadal strajkuje, ale ona tak juz ma. Pomieszkuja sobie w moim niedokonczonym hobbyromie na parapecie. Czekam na cieplejsze dni , to przesadze je do skrzyni, ktora Tomek obiecal mi zbic z desek . Ale mysle , ze mam jeszcze troche czasu . Szklarenka zapewne przejdzie jako projekt na nastepny rok . Coz, wszystkiego miec nie mozna, bo zycie byloby za nudne .
Dol domu zaczyna przypominac wreszcie calkiem fajne pomieszczenie . Wszystko juz obite , pomalowalam kilka desek zainspirowana tapeta przypominajaca stare dechy . Teraz trzeba to wyszlifowac , pobejcowac , zamontowac narozniki , zafugowac podloge , kosmetyka.... . Duzo tego, co ? No i moze za tydzien , dwa bedzie gotowe . Heh , rzucaja sie w oczy czerwone porecze przy schodach . Jak je zobaczylam w calym domu kiedy bylismy go pierwszy raz ogladac , od razu pomyslalam o ludziach ktorzy tu mieszkali i co nimi kierowalo ???? Dziwny jest ten swiat . No ale oczywiscie , ze je przemaluje . Na bialo .
A w tak zwanym miedzyczasie cos tam maluje u siebie . Jestem w trakcie odnawiania starej , debowej komodki . Nie jedno bidulka przezyla . W zeszlym roku , w maju jak mialam garasje salg - czyli wyprzedaz garazowa - mialam ja sprzedac . Stala sobie przed domem , na trawniku i jakos nowego nabywcy znalezc nie mogla. Nasz ukochany piesek byl caly dzien na linie - to cos rozwinietego pomiedzy naszym tarasem a drzewem, ktore stoi po srodku dzialki . Brenda moze w ten sposob przemierzac ogrod wszerz i wzdlurz ( tak kaza pisac - sprawdzilam w slowniku ) . No ale ze ona bardzo towarzyska jest i nie zna pojecia szybko - wolno - to wita sie z czlowiekami zawsze na swoj sposob . I tak bylo tym razem , zanim sie obejzelismy lina na ktorej uczepiona byla Brenda poderwala komodke na dwa metry w gore, komodka zrobila kilka obrotow w powietrzu i spadla na ziemie z wielkim hukiem . No i na nieszczescie nie byla juz w jednym kawalku ale w osmiu . Taka to oto historia .Zmalowalam tez slagbenk czyli tak po polsku lawe do siedzenia, co to ma w siedzisku schowek na buty for eksempel . Ma stac w przedpokoju, ale wydaje mi sie ze jest za mala. Ano zobaczymy pozniej . Jestem tez w trakcie malowania konsoli . Byla wstretna czarno - brazowa , bardzo zniszczona, obdrapana , fuj . Zobaczymy co z niej wyjdzie. Lista zyczen nie ma konca - stoja dwie debowe komody, starusie , przemalowane przez kogos na granatowo . Na razie nie mam na nie pomyslu , ale to najdzie mnie niespodziewanie . Stoja tez trzy czy nawet cztery stare okna. Mam zamiar wstawic zamiast szybek plyte drewniana i pomalowac ja farba kredowa czarna . Czekaja tez nogi od starej maszyny - bedzie z nich fajny stolik, tylko wciaz czekam na blat . Nawet nie pytajcie co stoi w kolejnych dwoch sypialniach - az boje sie tam robic zdjecia. W moim hobby pokoiku tylko baby i dziada brakuje, ale jakos sie tam odnajduje. Plisss, no comment ;-) . Jutro mam zamiar pomalowac vindu utforing - czyli wewnetrzne czesci okien, czy tez parapet i futryny tak po naszemu . Mam calkiem grube sciany, wiec ,, parapet ,, wyszedl zaje...sty . Szeroki .Zaslony juz kupilam, karnisz tez , tylko potrzeba wykonczyc okno , zawiesic grzejnik, ktory juz dwa miesiace czeka w przedpokoju , zamontowac reszte kontaktow i heja - gotowe .
W kolejce czekaja do wykonczenia lawa i stol na taras . Ja juz sama nie wiem, czy ja mam cos z glowa, bo ciagle ,, cos '' . Ubzduralam soebie kiedys, chyba ze trzy lata temu, moze dawniej jak zobaczylam u znajomych na hytte ( czytaj : w domku wakacyjnym ) piekna lawe . Prosta z natury - jakies ksztaltowniki metalowe zespawane do kupy, na to stare dechy . I wsio . A kosztuje - bagatelka - najbidniej ponad 3 tysie koron . No matko kochana, ja na glowe nie upadlam - mysle sobie. A czas mijal, a jak bylam w meblowym z wizyta , to za kadym razem motyle w brzuchu mialam jak ja mijalam na wystawie. Ale od czego moja spokojna rozczochrana - no nie ;-) . Pracuje wszakrze w szkole , videregåendeskole , no i mamy zdolnych chlopcow ksztalcacych sie na slusarzy , spawaczy . Jedno szepniecie w uszko do milego nauczyciela, ktory notabene jest ojcem kolezanki mojej ( calusy Astrid ) , kilka dni oczekiwania i wuallla mam zespawany szkelet . Teraz tylko Tomaszek mi to ladnie wygladzi, potraktuje salt syre czyli kwasem solnym - zeby wyszla piekna rdza. Potem to woda przemyje, pokryje woskiem , On nabije starusie deski i bedzie lawa. A co :-) . Troche industri pojawi sie w moim krolestwie .
Przerwalam na chwile pisanie, bo nalewam sobie wody do wanny. Samotny wieczor, ful babelkow o niesamowitym zapachu - dzieki Aga za zajefajny plyn - Tutti Frutti czy cos takiego, kupiony w Rossmanie . Polecam wszystkim. Zaraz wlacze moja ulubiona plyte, zabiore nowy numer Bolig Pluss ze soba i pozwole sobie na blogie lenistwo.
Milego wieczoru . Ania
ps. tak wiem, jest poniedzialek . Zdjecia zrzucone ( dzieki Tomaszku ) , wiec post trafia na swoje zasluzone miejsce.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



