Ksiazki zajmuja w moim zyciu wazne miejsce. Jeszcze bedac nastolatka nie zwracalam uwagi na to co czytam, po prostu czytalam. Pamietam , jak moja babcia obdarowala mnie ksiazka ,, Piec lat kacetu '' a potem ,, Boso , ale w ostrogach '' Grzesiuka. Czytalam je z zapartym tchem nocami . I o ironio przez ,, Pana Tadeusza'' przejsc nie moglam. Zaczynalam go i zaczynalam .... i szlo jak po grudzie. Natomiast ,, Quo vadis '' czytalam bez przystanku, jednym tchem . Jedyna przerwe jaka robilam to wyjscie na siusiu , wlaczenie mojej lampki na ,, ala '' biureczku i jakas kanapke. Pamieam nawet jak wygladala moja lampka. Pamietam, bo wlasnie przechodzilam okres szydelkowania i drutowania. Zrobilam wtedy kilometrowego weza z roznych wloczek, wypchalam go wata i owinelam wokol nogi biurka , a potem przenioslam go na lampke . Zwisal dumnie tuz nad moja glowa. Milosc do ksiazek odziedziczylam chyba z genami po tacie, bo tylko Jego pamietam jak czytal. Sory mamus, ale twojego widoku z ksiazka w reku jakos sobie nie utrwalilam. Moze malas wtedy urwanie glowy z nasza trojka . Ksiazki w moim domu rodzinnym nie walaly sie tak, jak teraz w moim domu . Lezaly u rodzicow w sypialni, a reszta spoczywala sobie dumnie w tzw. schowku czyli spizarce na polpietrze . Pamietam, jak lubilam tam buszowac i wynajdywac stare ksiazki . Czesc nawet wykorzystalam do nauki, bo znalazlam tam podreczniki mojego ojca do nauki literatury. Bo przeciez wiadomosci na temat pisarzy raczej nigdy sie nie zdeaktualizuja . Za niejedno wypracowanie zostalam pochwalona, ale ja nie zdradzilam skad posiadalam wiedze .
I tak sobie cztalam i czytalam, az doszlam do momentu gdzie moje czytanie zaczelo przybierac dziwna forme. Bo oto zaczelam odkrywac ksiazki mniej lub bardziej interesujace. Autorow , za ktorymi wrecz przepadalam i - o zgrozo - nie moglam kupic polskiego przekladu . Bo akurat przetlumaczyli tylko jedna z jego ksiazek . Oraz autorow, ktorych po przeczytaniu jednej.... dwoch ... czasami trzech - skreslalam bezpowrotnie . Tak , wiem - jestem nikim - zeby osadzac . Ale chyba kazdy z nas ma prawo do krytyki oraz oceniania , przeciez nie mowie , ze od razu trzeba spalic ich na stosie . I choc czasami po przeczytaniu fragmentu czy tez recenzji mysle - OK to bedzie cos , to zdarza sie , ze po prostu sie myle .
Jakis czas temu, chyba bylo to w okolicach Bozego narodzenia wpadla mi w rece recenzja ksiazek Anny Ficner - Ogonowskiej . Pomyslalam - polska pisarka, mloda, prezna - czemu nie. Do tego taaaaakie recenzje ( Zmijewskiegi i Stenki ) . Kupilam jej trzy ksiazki ( Alibi na szczescie , Krok do szczescia i Zgoda na szczescie ). Trzy , pisane jedna po drugiej . Ci sami bohaterowie , te same miejsca .Czwartej jakos nie mialam odwagi kupic - byla , ze tak powiem ,, okazjonalna'' i ,, tematyczna '' , o Bozym Narodzeniu . Pomyslalam - najpierw zapoznam sie z tymi trzema pierwszymi ksiazkami a potem zadecydujemy . Pierwszy tytul przeczytalam - no nie powiem , ze z zapartym tchem, ale z zaciekawieniem . Ale z kolejnymi dwoma bylo juz trudniej. Autorce - tak mi sie wydaje - chyba zabraklo tematu do opisywania.....histori , ktora moglaby mnie urzec . Celowonie pisze ,, nas urzec '' bo byc moze Ktos oszalal na punkcie tych ksiazek . Wkolko to samo, opisywane milionem przymionikow , ktore nie wnosza do ksiazki nic intersujacego . Pojawiaja sie faky nowe - jak ciaza, nowe wyzwania w pracy , ale .... . No ale przebrnelam, bo chcialam znac koniec . Chociaz kazda ma swoj ,, koniec '' . Tomek mowil - po prostu przeczytaj kilka ostatnich stron, po co sie katujesz . Ale nie, nie ja . Dalam rade i powiedzialam sobie - nigdy wiecej, szkoda mojego cennego czasu , ktory wydrapuje pazurami Orfeuszowi . Jesli w ten sposob urazilam autorke lub jej czytelnikow - z gory przepraszam. Ale to tylko moj subiektywny osad . Moze dlatego , ze nie lubie dluuuugich opisow ,, opisow '' , ktore tak naprawde w tej ksiazce sa dublowane co jakies 10 minut . Sama nie wiem. Chyba juz wole po raz kolejny przeczytac ,, Bar przy plazy '' Cate Mccabe i dobrze sie potem poczuc .
Obecnie zafascynowala mnie Åsa Larsson, dunska pisarka. Pochlaniam jej ksiazki jednym tchem . Pisze troche schematycznie, zreszta jak wielu Skandynawow - czasy terazniejsze i powrot do przeszlosci. Ale tak umiejetnie to ze soba laczy , ze mrowie ,, przeklenstw '' w ksiazce tylko dodaje jej pikanteri, ale takiej w dobrym stylu . Ja moge polecic . Z czytym sumieniem .
A najnowszy nasz nabytek - ,, Dzieci z Bullerbyn '' Astrid Lingren . Starusie wydanie, wygrzebane w rodzinnym domu Tomaszka . To nasza , znaczy ,, z naszych czasow '' lektura obowiazkowa w klasie trzeciej . I tyle lat ma ta ksiazka. jest sfatygowana , ale zycie z niej nie uszlo :-)
Pozatym , czas feri nastal. Yipppi zaczelam cale 10cio dniowe leniuchowanie . Mam zamiar spac do ,, bolu '' czyli zapewne do siodmej.... moze osmej . Mam tylko nadzieje , ze pogoda nam dopisze , bo dzisiaj bylo 2 na minusie rano . Teraz swieci slonce , ale noce sa zimne . Wieje jakby sie ktos powiesil .
Moj Tomanio urodzil sie na Slasku . Wiec chyba kazdy wie , co najchetniej jadlby rodowity Slazak na niedzielny lobiod . Oczywiscie rolada slaska, kluski slaskie i modro kapusta. Powiem tylko jedno - teraz to juz moge polozyc kocyk na parapecie i wygladac przez okno , jak na slaska babe przystalo . Az mnie po raczkach calowal . Mysle , ze tesciowa bylaby ze mnie zadowolona :-)
I tyle gadania, teraz przechodzimy do czesci przyjemniejszej . Ukonczylam kilka mebelkow. Ale pokaze dzisiaj tylko jeden. Kredens . Dumnie powiedziane . Przywiezlismy go chyba dwa lata temu , z Oslo, od jednej znajomej . Byl pomalowany na szaro , ale nie wygladal zbyt dobrze . Pomyslalam - odswierze go tylko i bedzie OK . Postawimy go na dole, w goscinnej jadalni . I stal tak sobie , do momentu az doczekalismy sie szczeniakow . No i zaczelo sie. Najpierw Brenda kiedys przechodzac zawadzila jedne drzwiczki i odpadly . No a potem..... potem to ow kredens stal sie najlepszym schowkiem dla szczeniaczkow. Uwielbialy sie w nim chowac , ganiac po calym dole - no przeciez byly male :-D . Niesamowite jak wyglada dzisiaj .
Na reszte przyjdzie czas . Teraz ide poleniuchowac , a potem to sie zobaczy . Dzialka czeka. Podpalona zebrana trawa wlasnie konczy zywota . Reszte trzeba zebrac . Ale wiatr malo lba nie urwie . Pozatym musze przyciac troche krzewy . Duzo tego . Ale najpierw kawa , a potem obowiazki .
Milej niedzieli.
Ania