Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrod. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogrod. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lipca 2015

Maly postoj


Choc czasu na nic ne mam , sprobuje sklecic cos nie cos . Nie , zeby mi sie nudzilo, ale jak nie pisze na bierzaco to zbiera sie tego tyle ze az strach . U nas lato wciaz sie rozkreca. Powiecie , ze lato juz - ale nie u nas . Raz ponad 25 st , a nastepnego dnia 7 st rano .  Nie wiem - pisalam wczesniej czy nie - w zeszle lato posadzilismy 20 nowych aroni. No i kurka przyjely sie :-) Wszystkie. Ehhh , az sie serce cieszy . Nowo powstaly klab obsypalismy teraz kora, bo w zeszlym roku nie mielismy juz na to czasu . Plot po malu zmienia swoje oblicze - trzeba tylko dokonczycmalowanie . No tak , ale najpierw trzeba bylo rozmontowac stary , pociac go , poskaladowac . A Tomek jak zwykle zajety tysiacem innych spraw . Szczeniaczki znalazly juz swoje domy . Boze , tyle sie wydarzylo .












Mialam tez roczna kontrole na onkologi . Balam sie jak cholera. Tomek pojechal ze mna, bo to az ponad 200 km , a nie chcialam jechc helseexpressen . Cala droge gadalam jak najeta, obgadywalam wszystkich do okola , psioczylam na wszystko, przeklinalam. I po godzinie takiej jazdy jornelam sie , ze chyba przesadzam - bo ja tylko nadaje, a on slucha. Az przeprosilam tego czlowieczego faceta za swoje zachowanie. Powiedzial , ze rozumie... wie dlaczego tak sie zachowuje.... za zagaduje stres. No i niech sie to zwie jak sie zwac ma - wazne ze nie myslalam o tym co mnie czeka. W szpitalu usiedlismy na poczekalni. Najpierw zapytalam z jakim chirurgiem mam dzisiaj spotkanie i okazalo sie , ze bedzie to moja doktor Joanna . Wszelki duch Pana Boga chwali - dziekuje wam za to . Potem badania , no i oczekiwanie . Tomek mowit , zebym sie juz tak nie denerwowala, ze juz dobrze, ze ..... . A ja na to - jak mnie nie wezwa zaraz osobiscie , tylko przez megafon to bede spokojna. Bo jak osobiscie , to zapewne cos wyszlo nie tak i biopsja mnie czeka . No i wylania sie zza roga jedna taka i czyta ta swoja lamana norweszczyzna moje nazwisko . Sziiiitttttt , no i jest . Ale byl to tylko falszywy alarm, bo jeszcze tylko jedno USG chcieli i moglam czekac na wizyteu lekarza. Wszsytko OK Anna - to byly najmilsze slowa , jakie uslyszalam tego dnia . Sory Tomasz, ty tez byles milutki, ale Ona byla lepsza. Potem pogadalysmy o babskich sprawach , o naszych hobby i arrivederczi do nastepnego roku !!!

Nie jestem w tym wszystkim sama , nie poddaje sie , nie dam sie zlamac. A uwierzcie , ze nie jest latwo . Szczegolnie jak sie czyta blogi dziewczyn , ktorym raz na jakis czas nadzieja jest odbierana. Mam takiego jednego szczegolnego bloga. Star jest fantastyczna . Kreska jaka pisze , emocje jakie pezkazuje daja takiego palera , ze mozna w ogrodzie kopac bez lopaty .Polecam go kazdej , kazdej bez wyjatku .  Star trzymaj sie !!!!

A teraz troche tego mojego lata . Mamy flaggstang przed domem - czyli maszt na flage . Jakby wszystkiego tam bylo za malo . Oj Tomek, Tomek ... Tak wiem, to bylo Twoje marzenie , ale gdzie bedzie stala teraz trampolina jak przyjada dziewczynki ????

I moje lato ...








Jestesmy niesamowicie przemeczeni. Taki maly dzisiejszy suchar. Jak to prawie co wieczor bywa wreczam Tomkowi telefon , wreczdaje do reki zeby podlaczyl go do ladowarki . Ladowarka jest zamontowana  w kontakcie po jego stronie lozka. Kochany moj robi to o co Go prosze i ladnie idziemy lulu . Jak co noc potrzeba budzi mnie , lece tam gdzie krol tez chodzi piechota , wracam i widze jak cos blyska spod koldry na wysokosci kolan . Co u diabla ???? Podchodze - a to moj tlf . WTF ??? Skad on sie tu wzial ??? Rano z pracy dzwonie do Tomka i pytam . A on na to , ze zaspal dzisiaj, nie pamieta zeby wylaczyl budzik , w lbie mu chuczy i lepiej zebym nie pytala co on robil w nocy - bo po prostu nie pamieta. Moze wylaczyl tlf z ladowarki przezsen i podal mi - no a ja przeciez tez spalam. Nie ma zielonego pojecia. Co oznacza , ze naprawde potrzebujemy juz .... teraz......natychmiast WAKACJI !!!!!




Wychodowalam soebie , a raczej hoduje chili - tak od ziarenka . Mam nadzieje , ze zdaza dojzec do zimy ( taki maly zarcik , ale juz maja 6 miesiecy )











Po wakacjach czeka mnie masa pracy . Zostalam znowu poproszona o udzial w Gjenbruk messe - czyli wystawie ludzi zajmujacych sie recyklingiem . Pisalam o tym chyba we wrzesniu 2014. Nakupilam starych mebli tyle, ze do mojego hobby pokoiku nie da sie juz wejsc , a niektore meble stoja nawet w garazu i na tarasie i w przedpokoju  .Masakra, jak ja temu dam rade w jeden miesiac .





Postaram sie pisac z wakacji , jak oczywiscie czas na to pozwoli . Sprobuje wciagnac w to Zuzanke , moja starsza wnuczke. I zobaczymy co z tego wyjdzie .

Do zobaczenia !!!
Sciskam
Ania

środa, 17 września 2014

Manko , czyli niedostyt rzeczy mniej waznych

A teraz przyznam sie bez bicie - post lezal juz jakis czas w wersjach roboczych . Brakowalo tylko zdjec. Tylko.... latwo powiedziec . Nawet na to czasu nie mam. Wiec puszczam post prawie bez zdjec - a niech tam . A jak juz dojde do siebie to nie bede pisac nic tylko powstanie post z samymi zdjeciami . Obiecuje . Ale to juz po dwudziestym . No a teraz prosze.....


Mam manko w pisaniu , manko w spaniu , manko w opowiadaniu , manko w sprzataniu , manko w koszeniu trawy , manko w dbaniu o siebie , w prasowaniu ............ jest tego troche. Ah no i manko w odpoczywaniu :-(, bo pomimo , ze  wrocilam z wakacji to ostatnio ciagle jestem zmeczona. Ale to minie . Nie mam tylko manka w czytaniu, bo od ostatnich tutaj bytnosci przeczytalam wszystkie dostepne w jezyku polskim ksiazki Åsy Larsson , Åsy Lantz , dwie ostatnie ksiazki Jø Nesbo . Nie mam tez manka w sadzeniu krzewow w moim ogrodzie ........ale po woli, po kolei .

Bo jak to OTTO spiewal ,, ...wakacje .... znow beda wakacje....  '' czekalam na ten dzien jak wariatka. A ze w tzw. miedzyczasie zrobily sie i u nas tropikalne upaly to czekanie to bylo wprost nie do zniesienia. Slonce palilo , pracowac sie nie chcialo . Coz , taka kolej rzeczy . Korzystalam wiec z kazdej okazji , zeby podsmazyc swoje cialo i przygotowac je na chorwackie promienie . Szlo mi calkiem niezle, bo Tomek powiedzial ,, to po co my mamy jechac do Chorwacji, skoro ty juz taka brazowa jestes '' . Chyba chcial zaoszczedzic hehe , ale sie nie dalam . Lezalam tak na tarasie i ukladalam plan na wyjazd, szykowalam liste zakupow w Polsce i czytalam jak glupia. Do swojego warsztaciku zagladalam tylko od czasu do czasu , bo malowac po prostu mi sie nie chcialo . Ale w jakis magiczny sposob powstala szafka telefoniczna, jaka zapewne kazdy z nas mial w domu w latach siedemdziesiatych . Jakaz ja jestem szczera - nie chcialo mi sie , ale taka jest prawda. Wlokl sie za mna jakis len, nie wiem sama czemu . Bogu dzieki , ze byly upaly , to trawa malo rosla i kosic jej trzeba nie bylo . Usychala na naszch oczach i nawet podlewanie nic nie dawalo. Ta nasza ziemia na kamieniach jak przeschnie to za pieruna wody nie wchlania. Plynie toto po niej jak po foli , i tyle. Wiec dalismy sobie spokoj . Mamy teraz czarne plamy i juz .

W ostatnim tygodniu przed wyjazdem bylam tak podekscytowana jak jakas dziewica. Jakkbym to ja nigdy w Cro nie byla . Ale ten wyjazd mial byc wyjatkowy . Mielismy wreszcie dotrzec na Peljesac i to z naszymi przyjaciolmi . Sami ,, starzy '' , zadnych dzieciakow , laba , luz , wino i spiew . I kurka wodna tak wlasnie bylo . Najpierw kilka dni na pomorzu , male zakupy , pakowanie i ..... nadejszla ta wielkopomna chwila - wyjazd . Przed nami bylo dwa tys km . Start mielismy niezly - bo juz po przejechaniu 20 km na obwodnicy trojmiasta stanelismy w korku i tak tkwilismy dwie godziny . szacuneczek dla panow poliscjantow , ze nie przyslo im do glowy  zeby scholowac samochodzik na lewy pas :-( . Potem poszlo juz gladko - A1 , slask , winietki , Czechy , Austria , Slowenia ....non stop jazda , bo sie wymienialismy. No i dopadlo nas w Sloweni . Tomek juz usypial , jechal na czuja ( tak mowil , no i ze malo pamietal ostatnie km ) , wiec Gonia wsiadla jako kierowca . I tak sobie siedziala, od czasu do czasu wrzucajac na jedynke ;-( wrrr . Tomek obudzil sie po dwoch godziach prawie i pyta , ile juz przejechalismy -  my na to , ze niecale trzy km !!!!!!! Wpadl w szal ? Nie skadze, po prostu zapytal ile do granicy i czemu nie szukamy alternatywnej drogi i innej granicy ???? O my dupki wolowe , pomyslalam. Mie wiem czemu . I nie wiem , dlaczego szlag nas nie trafil jak jeden gosc objechal sobie koreczek przez stacje benzynowa, wpasowal sie przed nas i powiedzial mile ,, sorrryyyy ''. Oj, tego juz mielismy dosc . Krotki czeking mapy ( starego atlasu ponad 10 letniego wrrrr ) , nastepny zjazd i chyc na inna granice, bo okazalo sie ze ten korek ma prawie 80 km . No to w takim tepie to my tu cale dwa tygodnie spedzimy , zamiast na Peljesacu .

I tu nas spotkala niespodzianka , bo chociaz Slowenia w Uni jest to i tak bez kontroli paszportowej i otwierania samochodu sie nie obylo . Coz , taki to ich urok tych Slowencow . Potem poszlo gladko , ale nie zadlugo . Bo juz w okolach Zagrzebia obie drogi sie zeszly i dojechali Ci z korka ze Sloweni . Szlo jak po grudzie, wiec zaraz za pierwszymi bramkami na autosradzie ostro zjechalismy na stacje beznynowa i rozbilismy oboz na trawniku . A co :-) . Polskie ogorki malosolne, ktore Gosia zakisila za piec dwunasta , kanapki ze sznycelkiem i blogie lenistwo . Nogi mialysmy spuchniete jak balony , a przed nami setki km drogi . Gdy ruszylismy w miare uplywu czasu i zjadrow na prawo i lewo autostrada pustoszala. Zastanawialam sie , czy na Peljesac tylko my jedziemy ????? Wszak , ze to koniec swiata , ale ...... . Prowadzilam ja , wiec za duzo sie nie rozgladalam . Pozatym znalam trase az do Splitu , ale Piotr strzelal foty ile sie dalo .

Gnalismy na zlamanie karku , bo chcielismy zdazyc na przedostatni prom . Byla tez alternatywa - jak nie zdazymy to jedziemy przez Bosnie . No ale znowu granica, znowu trzepanie , strata czasu..... . tak wiec gnalam i gnalam i nikogo za kierownice wpuscic nie chcialam . W Ploce bylismy 45 min przed odplynieciem . No to zadowoleni z siebie bylismy co niemiara, nawet czasu na foty starczylo. No bo przeciez pierwsze palmy ukazaly sie naszym oczetom :-P . Prom jak prom , pol godziny i bylismy w Trpanj . Fajna , mala , przytulna miescinka z chyba najlepsza pizza jaka jedlismy na polwyspie . Ciagle ja wspominamy . Bo nie tylko wlosi potrafia ja wypiekac , chorwaci tez sa w tym dobrzy . Jeszcze kupilismy pierwszy chlebek i po pietnastu minutach ukazal sie naszym oczom wyczekiwany , uteskniony , wysniony Dingac Borak . Podaje nazwe tej miejscowosci z wielka doza niepewnosci - czy powinnam . Powinnam wrecz napisac , ze jesli ktos dotrze do tunelu , a za nim zobaczy drogowskaz - nigdy .... przenigdy .... absolutnie nie wolno mu skrecac w lewo !!!! Najlepiej niech zawroci i pojedzie gdzies indziej . To raj , raj na ziemi . Wiocha nieziemska , na ktorej konczy sie droga , dalej juz nie ma nic . Miejsce dla takich nudziarzy jak my -  tylko wino , cykady , wyjace nocami i podchodzace pod dom kojoty , dwie konoby z najlepszymi kalmarami na swiecie . Zyc nie umierac . No i dlatego nie chcialo mi sie wracac do tej mojej Norwegi . Mieszkalismy nad samym morzem , obok plarzy . Z domku byly schodki wprost na prywatna plazyczke , z ktorej mielismy zejscie do wody . Jardan - cieplutki , jak nigdy . chociaz czasami po poludniu fale byly jak na Havajach . I tu powinnam skonczyc i zatopic sie we wspomnieniach .





Minelo ponad pol godziny , moge pojsc dalej . Planow jako takich nie bylo, byl tylko Dubrovnik . i jako ze dnia czwartego miala byc pogoda w tzw. kratke - troche deszczu, troche chmur - postanowilismy wybrac sie na wycieczke. Troche ponad 100 km , to w koncu nie tak daleko . Wyjechalismy raniutko, ale w polowie drogi wpadlismy w korek , ktory dzieki Bogu rozladowala policja puszczajac nas gorska drozyna posrod winnic i laskow . Dubrownik - co tu gadac - piekny, dostojny . Chociaz oboje z Tomkiem stwirdzilismy , ze bardziej klimatyczny jest Split . Coz ilu ludzi tyle opini. Po wiecej info mozna przeczytac w wikipedia .

Caly Peljesac jest bardzo ciekawy . Miasteczko Ston posiada taki ,, europejski - chinski '' mur . Nie bede sie o tym rozpisywac , zapytajcie doktora google . W okolicy sa hodowle ostryg . No i winnice.....winnice......oj, chyba sie zapedzilam. Tak , Dingac , Plavac to najpopularniejsze wina z tego regionu . Dingac byl dla mnie na ostry , za mocny w smaku , ale Plavac i Mali Plavac - w nich sie chyba zakochalam. I nie tylko ja . Biegalismy do sasiadow z trzy litrowa banka, ktora codziennie nam napelnial . Nie liczylam ile tego wina przelalismy , ale bylo tego troche . Idac dalej - Korcula - oj, bardzo podobna do Splitu  - to taki Dubrownik w miniaturze . Ciasne uliczki , mnostwo sklepikow rekodzielniczych . No moglabym tam zamieszkac . Chyba skoncze z tymi opisami , zdjecia zrobia za mnie reszte - tylko w nastepnym poscie .

Fakt faktem , ze wyjezdzac nam sie nie chialo . I wiem jedno , za rok tam wracamy - bo nawet wentylator u wlascicieli apartamentu juz zostawilismy . Bywalismy juz w Chorwacji . Zachwycilam sie kilkoma miejscami , ale tam na Peljesacu znalazlam raj , raj na ziemi . Chociaz nie wiem, czy kazdemu by sie tam podobalo, bo to jednak nadal taki zapomniany kawalek Chorwacji. W wielu mijescach czas jakby sie zatrzymal na latach 60tych , jest mnostwo opuszczonych budynkow , czasami troche smieci , ale .............. dla mnie jest bomba . No i nie ma tych gwarow , jak nad polskim morzem czy innych duzych kurortach . Chociaz moja kochana siostrzyczka byla tez w Chorwacji kolo Zadaru i tez twierdzi , ze byla w raju . A ja mysle, ze kazdy z nas ma taki swoj raj gdzies na ziemi . Ba.... nawet kilka takich rai - rajow - czy jak to sie zwie . Bo ja czasami tez mowie , ze tu w Norge mam tez ten swoj raj na ziemi :-)

W drodze powrotnej z Polski do domu male zakupy - 20 krzakow aroni . Tak, wiem ze to zabronione przewozic do Norwegi krzewy z ziemia, ale tyle pisza o nas Polakach - przemystnikach ze postanowilam wiecej nie cierpiec za niewinnosc i tez cos przemycilam. A co .-) A ze ja dusza niespokojna jestem , to odpoczac Tomkowi dalam tylko dwa dni i od poniedzialku zaczelo sie kopanie i sadzenie . A ze ziemia norweska lekka nie jest , to potrzebny byl poltorametrowy lom o wadze 10 kg albo i wiecej . I wiecie co - i tak sie wykrzywil . Fakt faktem , ze aronie mialy rosnac rowniutko ale wyszlo jak zawsze - ze rosna w miejscu gdzie sie dalo wykopac dolek . Cale szczescie , ze nie mam w okolicy wscibskiego sasiada, ktory juz czeka z pytaniem ,, a dlaczego tak nierowno ????? '' . I oto wualla foty - jak to Tomek mowi dumny ze swojego nowego telefonu - w jakosci HD :-) - ale na to poczekac bedzie trzeba ;-P

Dobra , zanudzamy dalej . Lato sie konczy , a ja wciaz lapie ostatnie promienie slonca , chocby na stopach . Sofa z palet bardzo nam sie przydala w tym roku, bo lato mielismy juz od maja to trzeba bylo gdzies zlec nasze grzeszne ciala na sieste . tomek niejednokrotnie pochrapywal sobie wygodnie na tarasowej sofce popoludniami . I wciaz tam polegujemy poczytujach gazetki czy ksiazke. Ale to chyba ostatnie dni , kiedy mozemy z niej korzystac , bo jest coraz chlodniej. Pozatym popaduje non stop i latamy z tymi poduchami do domu i z domu . Co do promykow slonca , to Tomek przezywa powolne tracenie opalenizny jak przyslowioa mrowka okres . Jeczy , ze blednie i co on bidulek ma na to poradzic . Juz planuje kolejne wakacje hehe. Ale fakt faktem opalenizna zaczyna sie luszczyc . Szukam w sieci jak ja zatrzymac , ale to chyba niemozliwe . Smarujemy sie czym sie da, ale i tak sie luszczy . W Polsce pewnie zaczelabym chodzic na solarium, ale tutaj ??? Jak pomysle o lezeniu pod lampami piecdziesiatkami !!! ( dacie wiare ??? ) przez przynajmniej pol godziny to juz mam dosc . tak , tutaj sa inne przepisy i niedopuszczaja do powstawania raka skory. Wiec mamy tylko same przestarzale urzadzenia , na ktorych od lezenia dupa boli . Pol godziny minimum, zeby cos tam wzielo ??? Masakra . Ale znam takie psychopatki, ktore leza na nich caly rok na okraglo . Mozna ? Mozna , a co .

Boszeeee , moglabym tak dzisiaj pisac i pisac, tyle sie dzialo . Ale chyba juz skoncze . Oj , nie. Jeszcze jedno . W tym tygodniu odbedzie sie u nas Gjenbrukmesse na corocznym Fårefestival na kroty zjezdzaja sie ludziska z calej Norwegi . To taki festival  , cos na podobienstwo naszych dozynek tylko ze u nas swietujemy zarzynanie jagniatek i zajadanie sie swietna jagniecina .Podczas wlasnie tego festivalu odbedzie sie wystawa , na ktorej ludzie moga sie dowiedziec ze rozne rzeczy mozna wykorzystac ponownie . I jako , ze juz mnostwo ludzi wie , ze przerabiam meble i rozne inne takie zostalam zaproszona . Bede miala swoje stoisko , na ktorym bede mogla pokazac / sprzedawac swoje przerobione klamoty . Uzbieralo sie tego ostatnio troche. Chce tez zabrac ze soba troche niegotowych rzeczy i je tam dokonczyc - taki maly pokazik . Malowanie , przecieranie , woskowanie , moze jakies napisy .... Zobaczymy co z tego sie wykluje . Zrobili nawet ze mna krotki filmik . I wlasnie z tego powodu nie spie, denerwuje sie i cale dnie spedzam na przerabianiu na nowe .  A teraz koniec i basta . Bo przyznam sie bez bicia , ze po raz kolejny sklecam posta w przerwach w pracy juz od trzech dni . Mam tylko nadziej, ze rektor w szkole nie kontroluje naszego dostepu do sieci i nie sledzi czasu spedzonego na necie. Ja chyba juz wariuje, od tego czytania kryminalow hehe .

A jutro ............... jutro jade na biopsje....kolejna. Znowu cos znalezli w ilosci trzy sztuki . Trzymajcie kciuki :-)

Ania

niedziela, 1 września 2013

Obiecane ................

Mialo byc kilka dni temu . Przepraszam , ale nie potrafilam dotrzymac slowa . Nie zebym klamala - ale tak jakos wyszlo . Najpier popoludniowa wizyta u lekarza - tam dowiedzialam sie , ze musze zrobic kolejne badania . Potem tak zabralam sie do pracy , ze godzin nie liczylam . Wracalam wieczorem do domu i marzylam , zeby miec ,, dzien dziecka ,, czyli jak to sie u nas mowi isc spac bez mycia ;-D . Nie potrafie sie zatrzymac , nie wiem co mnie tak gna . Chwilami - uwierzcie mi - chce , ale nie moge . No bo jeszcze ten meterek , jeszcze ta taczka , jeszcze tylko przeniose te kamienie .................. i tak w kolko . Moj maz sie na mnie drze - w dobrym tego slowa znaczeniu - a ja swoje . Wczoraj to nawet o obiedzie zapomnielismy i jak zapytalam ktora to - okazalo sie ze dochodzi dziewietnasta . Madre to ?? Nie mysle .... . Ale chyba wole taka siebie niz ta uzalajaca sie nad soba , rozpamietujaca , ze przeciez przeszlam raka i chyba powinnam juz na smierc sie przygotowac . To zmeczenie  wyzwala we mnie takie poklady radosci , ze wiem ze zyje , ze wiem ze watro , ze wiem po co to robie . I tylko mam nadzieje , ze jak juz wszystko zrobimy to nie zabraknie mi pomyslow na nowe wyzwania . No a teraz do dziela , pokaze co wokol nas sie dzieje. No i z gory przeprosiny -  sorki, ale ten balagan jest naprawde tworczy ( tak twierdzi moj ukochany ) , to wszystko kiedys bedzie wygladalo jak nalezy . No i wybaczcie brak profesjonalizmu . My oboje nie mamy pojecia o stolarstwie , murarce czy ogrodnictwie . Poszlismy na zywiol i Bog nam sprzyja . Po prostu nie boimy sie wyzwan i juz .

Jak juz pisalam  , skarpa wygladala kiedys dosc frustrujaca . Kosic sie na niej nie dalo - taki byl spadek . Zima snieg sie obsypywal , tworzac istny sniezny tunel do domu . Pomysl rodzil sie dwa lata , moze nawet ponad . Zbieralismy material - kamien , podklady kolejowe . Potem trzeba bylo tylko wykombinowac ziemie do zasypania powstalego muru , kore i roslinki . I wualllla mamy takie cudenko :-)



                         
    Kiedys chodzilo sie po piachu , teraz mamy iscie ,, skalniacka ,, drozke do ganku



W miejscowosci , w ktorej mieszkamy jest nas cztery polskie rodziny . Ale wiem juz z doswiadczenia i opowiesci norwegow czy polakow jak pytaja po okolicznych sasiadach o nas z nazwiska to wszyscy wskazuja nasz dom. Nie wiem czy powinnam sie cieszyc czy plakac z tego powodu , ale dzieki temu zwracaja sie do nas z roznymi sprawami . No i dzieki temu dostajemy czasami wspaniale prezenty  - rzeczy przez nich niechciane , a dla nas to prawdziwe skarby . Mowia ,, Anna , twoj maz jest taki kreatywny , to moze cos z tego wykombinuje - lampe albo cos .... '' . No i w ten sposob powstaje nasz dolny taras , ze starej szopy i stodoly ponad stuletniej . U nas nic sie nie zmarnuje , juz taka nasza natura :-) . I tu te stare belki i dechy prezentuja sie w daszku mad dolnym wejsciem , tzw. po norwesku Hybel


Tak , wiem ze nie wolno z lasu wynosic zadnych roslin , ale ja po prostu nie moglam tego nie zrobic . Rosly sobie na drozce , a i tak samochod jadacy w las po sciete drzewa zniszczylby je napewno . U mnie przezimuja w donicach i zobaczymy wiosna czy sie przyjely . Oby :-)



                               A to roslinki na mojej skarpie - te sa juz kupione :-)



Tak , roboty co niemiara , a kolejnych projektow przybywa . Nogi od maszyny cierpliwie czekaja na dworze od ostatnich zakupow . Nawet zapomnialam kiedy to bylo . No i widac jak zalatani oboje jestesmy .


Zeby bylo ciekawiej , wymyslilam soebie na tarasie donice wkaponowane w deski . Posadze tam jakies piekne rosliny , moze jalowce , ktore uwielbiam . 



 To moje miejsce pracy od kilku dni . Nie ma mnie tam , bo stoje za obiektywem :-D . Musialam wywozic kamienista ziemie . Teraz zasypie ja piekna , zyzna gleba , a na wiosne zasieje trawe . Teraz juz za pozno na to . Dzisiaj w nocy byl tylko 1 st na plusie .


Dziwicie sie zapewne , po co te kamienie na dole pily . Juz Wam odpowiadam - a no tak u nas czasami zawieje , ze sasiad musialby odnosic nam maszyne potem . Wiec czego to polak nie wymysli .


To jest wlasnie ten konstruktywny balagan  - jak mawia moj maz . I oczywiscie wszystko jest mu w jakims celu potrzebne i nie mam prawa niczego tu sprzatac . OK niech mu bedzie .


To ,, domek '' na nasze kontenery do segregowania odpadkow . W stylu naszego domu . Oczywiscie nie jest jeszcze dokonczony , ale .....


Uwielbiamy stare rzeczy , stare drewno , starych ludzi tez lubimy . I takie wlasnie beleczki wspieraja daszek na dolnym tarasie . I mamy ochote zostawic je w takim naturalnym kolorze . moze jedynie tylko zaolejujemy je ( jest w ogole takie slowo ???? )


                                   I jeszcze raz ukochana drozka do domu


A przed domem iscie norweski widoczek - starusie krzeselko pokryte owcza skora i lampiony .


Tu jesienny widok zza mojego plota


A tu znowu stare belki w sprawnych raczkach . Mowia , ze Panu Bogu starosc sie nie udala . Ale ja twierdze , ze trzeba na wiek patrzec w specjalny sposob - czy to na ludzi czy to na rzeczy . 



Pamietam , jak tachalam ten glazik do auta . Zawsze sie zloszcze i marudze , ze nigdy tak naprawde nie mozemy pojechac ot tak na wycieczke , ze zawsze cos przytachamy , ze potem mam rece jak malpa do samej ziemi . Ale potem serce sie raduje :-)


Pst , to drzewko tez wykopalam . Wsadzilam tuz prezd gankiem , bedzie idealne do ubrania na Boze NArodzenie ( jak sie przyjmie oczywiscie )




Brenda nie ma dobrej miny , bo jest wciaz na uwiezi . Takie tu mamy prawo - od maja do pazdziernika pies nie moze ot ta sobie biegac . Tu u nas owce sa na pierwszym miejscu i ich spokoj i bezpieczenstwo - a pies jest zagrozeniem . 


I jeszcze jeden kamyczek obrosniety tutejszym mchem .


I to chyba teraz na tyle . JAk juz z wszystkim sie uporamy , albo zima nas zaskoczy i nie bedzie mozliwosci dokonczenia prac ( oby nie !!!! ) to wstawie efekty naszej dalszej pracy . Teraz Was opuszcze i ide poleniuchowac na sofe . Jutro znowu poniedzialek , a kto go lubi . Tez macie tak jak ja syndrom poniedzialku , ktoremu towarzyszy len na plecach ? Pozdrawiam Ania

środa, 28 sierpnia 2013

Koniec wakacji

Zastanawialam sie , jaki dac tytul . Nie wiem czy to wazne czy nie , ale tytul chyba byc powinien. Chciaz jak czytam Wasze blogi to zdazaja sie takie, co tytulu nie maja . A mialam z nim problem , poniewaz minelo juz sporo czasu kiedy ostatni raz pisalam. W tym czasie bylismy na wakacjach , skonczyla sie laba, zaczela szkola , zaczela praca . A ze tegoroczne lato tu - w Norwegi jest niesamowite i zaskakujace , to caly wolny czas poswiecamy na prace wokol domu . Wczoraj nawet opalalam sie na tarasie. Bylo 26 na plusie. Norwegia !!!! Ostatnie dni sierpnia !!!!! Uwierzycie ???? Nie polezalam za dlugo , bo mnie kac moralny na dol poslal , zebym sie zabrala za wywozenie nadmiaru ziemi - coby dzialka ciut bardziej plaska byla . Bo z koszeniem to naprawde jest udreka na zboczu . A ze wymyslilismy sobie , ze wzdluz chodnika zrobimy ekstra opaske , w ktorej posadzimy jakies krzaczki zeby odciac sie od trawnika , to wywoze ziemie calymi taczkami . A ze harpagan jestem i wariat nie z tej ziemi , to kregoslup mi nie wytrzymal i boli jak jasna cholerka. Dobrze , ze dzisiaj mam wizyte u lekarza , to jakies mocniejsze p.bolowe od niego wydebie . I tak uplywaja nam dni bardziej wokol domu niz w domu . Wnuczki w Polsce niedlugo zaczna szkole i przedszkole. My zyjemy wspomnieniami wspanialego czasu , jaki z nimi spedzilismy . Projekty ,, domowe ,, czekaja na moje , a raczej nasze zmilowanie . Podziwiam cierpliwosc naszych znajomych norwezek , jak juz bym z siebie wyszla i stanela obok . A nie nie , one rozumieja ze jest lato , a my mamy mnostwo do zrobienia wokol domu . Powstaje dolny taras , domek na smietniki juz gotowy , wejscie do domu i skarpa napawaja nas zachwytem i duma . Wlasciwie to chyba juz jestem troche tym zmeczona , bo kazdego dnia jest cos do roboty . No i chyba pierwszy raz od bardzo dawna czekam na zime , kiedy to bedziemy sobie w zaciszu domowym polegiwac przy swiecach na sofie . Kazdego popoludnia , mmmmmmmmmmm ale sie rozmarzylam . Post nie ma zdjec , bo pisze go w pracy oczywiscie . Mala przerwa hihihi . Jak wroce do domu , to moze uda mi sie jakies zdjecia strzelic i wstawie je . Bo w koncu dumna jestem z naszej pracy , pomimo ze jeszcze nie wszystko skonczone . Szczerze mowiac to balagan mamy na razie jak nie wiem co , ale oczami wyobrazni juz widze , jak bedzie pieknie . Kiedys hihi .
To , ze mnie tu nie bylo nie oznacza , ze nie czytalam WAszych blogow . Nawet na plazy wytrzeszczalam oczy , mruzac je przed sloncem i probujac odczytac co tam wyskrobalyscie na swoich blogach . Duza czesc z Was byla bardzo kreatywna . A ja przez trzy tygodnie leniuchowalam na calego . Ale jedno mnie tylko dobilo - te upaly w Polsce . Jako ze nasza rodzina rozrzucona jest od polnocy az na samo poludnie musielismy troche popodrozowac . Chwilami nawet z samochodu nie dalo sie wysiasc , bo 37 na plusie to chyba nie jest normalne podczas gdy nie lezysz akurat na plazy . Pozatym cale wakacje krecily sie wokol Brendy . Chcielismy ja pokryc , a jej hormony zachowywaly sie jakos dziwnie . Maz jezdzil wciaz na badanie , dzisiaj skacza do gory zeby dnia nastepnego spasc na pysk . Tak ze , nie wiedzielismy czy bedzie mozliwosc zajscia w ciaze czy nie . Pokrylismy i tak no i teraz czekamy . A sunia zachowuje sie jakos dziwnie , ale my nie wiemy czy klasc to na karb tesknoty za dziecmi i cywilizacja , czy po prostu jest w ciazy . Jest osowiala , wciaz spi, nie ma ochoty na szalenstwa no i od kilku dni nie ma apetytu . ONA NIE MA APETYTU !!!! Cos nienormalnego . Czekamy na przyszly tydzien i pojedziemy na USG i okaze sie , czy beda szczeniaczki czy nie .
Oj rozpisalam sie jak wariat . Czas sie konczy , wracam do pracy . Obiecuje , ze wstawie zdjecia .

Milego dnia, mnostwo slonca i milosci . Sciskam Was - Ania

czwartek, 20 czerwca 2013

Az mi wstyd

No i od czego zaczac ...... od przeprosin , bo piszecie ,, Ania co z toba ?? ,, a ja wciaz milcze . Ale jestem tu wciaz , czytuje Wasze posty i obiecuje sobie , ze jutro w koncu wezme pause i napisze . Ale prosze , wyobrazcie sobie , ze przez 7 miesiecy w roku lezy u mnie snieg , potem ciagle leje , mgly tak zakrywaja gory ze nawet sygnal TV zanika. No i jak wyjdzie slonce , to czlowiek chce nadrobic ten czas i rzuca sie w wir roboty . Rosliny, niepokonczone projekty dotyczace domu , trawa , wybieg dla psa.................Boszeeeeee ile tego jest . A w tak zwanym miedzyczasie ja zaszywam sie gdzies w mojej norce i decoupaguje , pobielam, przecieram . No i jeszcze trzeba isc do pracy . Ale ale hipp hura dzisiaj ostatni dzien szkoly , uczniowie na wakacje , no ale praca sie nie koczy. Na swoj urlopik trzeba jeszcze troche zapracowac . I troche poczekac .  Tak wiec w koncu koncow zasiadlam do komputera i pisze .

Mialyscie moze kiedys takie przeswiadczenie , ze zrobilyscie zdjecie , napewno , na 100% i wsiaklo gdzies ??? Wszystkie znaki na niebie i ziemi mowia , ze nie ma - a ty szukasz i szukasz, bo przeciez bylo !!!! Szlak mnie w takich chwilach trafia , bo staramy sie dokumentowac cale przeobrazenie naszego domu od poczatku i takie zdjecia sa dla nas istnym skarbem . Fajnie jest miec zdjecie przed  i po . A tu klops panie dzieju, klops . W koncu znalazlam jakies zdjecie, ale to nie tamte . Ale z braku laku moze byc . To nasz ,, mureczek ,, przed gl.wejsciem. Mieszkamy na skarpie , jak to w Norwegi bywa. Caly dom stoi na skalach - jak to w gorach bywa . Ciezka robota, ale w koncu sie udalo. Jeszcze nie skonczone ale juz blizej konca niz dalej .

       Tak bylo na poczatku . Wciaz nie mielismy pomyslu , az do teraz


A potem powstawalo cos takiego - murek z kamienia i podkladow kolejowych 




                                      Nawet Brenda pomagala



A teraz wyglada tak 



Jeszcze do konca nie jest gotowe - bo potrzeba jeszcze jedna przyczepe zwirku i trzeba ulozyc kamien na drozce , ale jest o niebo lepiej . A ze mam swira na punkcie ogrodu , to potrzeba bylo az dwie czubate wielkie przyczepy kory , zeby pokryc to co stowrzylismy . Ale o tym na razie sza , zdjecia pokaze jak juz bedzie wszystko gotowe . Nie przypuszczacie ile pracy to kosztowalo , bo trzeba bylo nawiezc fyllemase , bo jakos trzeba bylo zasypac powstala przestrzen . Ale znajomi pomogli , a nawet dostalam wielki krzew , ktory stoi tam na samum koncu - ale nie wiem jak sie nazywa. Na dole przed domem wsadzilam inny , i tez nie mam pojecia co to . Musze zrobic zdjecia listkow , to moze mi pomozecie . 

No i oczywiscie musialam cos podlubac z mebelkami . Powstala komodka , ktora wczesniej pokazywalam w stanie surowym . Dzisiaj wyglada tak 



Nareszcie moje orchidee odwdzieczyly mi sie za pielegnacje i za to , ze ich nie wyrzucilam jak nie chcialy zakwitnac przez ostatnie dwa , trzy lata . 





Chyba starczy na dzisiaj . Jesli wytrzymalyscie do konca - chyle czola . U mnie slonce na wysokosciach  . Zajdzie gdzies kolo 23.45 zeby zaraz wyjsc z powrotem . Nie ma mowy o siedzeniu przy swiecach na tarasie . Przed chwila zeszlam ze slonca, opalalam sie i mialam juz dosc . Tak jest tutaj i musialam to pokochac . Chociaz jak patrze na wasze balkony czy tarasy , jak siedzicie przy swiecach wieczorami to troche Wam zazdroszcze . Ale biale noce w pelnym sloncu tez sa piekne . 

Milego wieczora , mnostwa inspiracji i do uslyszenia zapewne za kilka dni . Buziaki :-)