wtorek, 28 stycznia 2014

Strach ma wielkie oczy

Nie wiem, czy to zgodne z prawem , ale w koncu przerwe w pracy moge wykozystac jak chce - w koncu pije tylko kawe :-( . Z braku , totalnego braku czasu napisze ten post, a przynajmniej jego jakis kawalek w pracy i zapisze w roboczych . Musze to zrobic, bo inaczej nigdy nie zaczne , bo po prostu czas mnie zaczal nienawidziec. Tzn. ten wolny czas. Moze to i dobrze . Bo glupoty w glowie mi sie nie plegna. Ale zaraz ...od poczatku .

Poranek , poniedzialek tydzien temu . Pelna chata , Oni jeszcze spia, chociaz slysze , ze na gorze cos szura . Wstalam pierwsza . Najpierw prysznic , modelowanie wlosow , ktore zreszta scialm chyba na swoje umordowanie . Skonczylo sie mycie , pojscie spac z mokrymi a potem tylko chyc spinka albo gumka i gotowa bylam do wyjscia. Nic z tych rzeczy - teraz musze je ,, modelowac '' jak to dumnie nazywaja. No coz . Ale wrocmy do tematu . Nie spalam dobrze , mysli targaly mna juz od niedzieli wieczora . Znowu to przezywalam . Te same czarne scenariusze , tylko z ta roznica ze wiedzialam juz co moze mnie spotkac jesli okaze sie........... . Wstal Tomek, tez chodzi struty . Boi sie chyba zaczac rozmawiac . A ja boje sie podrozy , ze znowu bedziemy milczec....jak wtedy . A to do cholery ponad 200 km drogi , snieg sypie , nic nie widac . Krece sie po kuchni , mala kawa, wciaz cisza. Prawie gotowi do drogi . zeszla z gory Malgosia -,, Ania , trzymaj sie, wszystko bedzie dobrze '' . Nie potrafie sie uodpornic na zle mysli , ale mowie ze ,, napewno '' i usmiecham sie . Wychodzimy . Snieg wciaz pada. W aucie cieplo , bo Tomek wczesniej go wlaczyl jak odsniezal wokol domu . Jazda okazuje sie nie taka zla, bo Tomek mial plan - zagadac mnie na smierc. Obmyslamy tygodniowy plan dla naszych gosci , zeby sie nie nudzili . Wspominamy niedzielny wypad na narty , bo przeciez bylo cudownie. Obagadujemy wszystkich jak jezdzili , zasmiewamy sie chwilami do rozpuku . Kilometrow ubywa , jak nigdy dotad . Chociaz ostatnich - jak sie potem w drodze powrotnej okazalo - wcale nie pamietam. Nie pamietalam , ze mijalismy roboty drogowe , ze polozyli ,, chopki '' na drodze , ze bylo zwezenie. Bylam myslami gdzies indzie . Tylko ja wiem gdzie bylam .
Przyjezdzamy o czasie , probujemy znalezc miejsce na parkingu , w koncu nam sie to udaje. Metry dzielace nas od kliniki staja sie kilometrami . Tomek mnie uspakaja , ale to nie pomaga . Wciaz strach jest silniejszy niz myslalam. Potem juz rutyna. Po wyjsciu z windy - rejestracja . A tu zong - nie ma mnie na liscie pacjentow na dzien dzisiejszy . Ale to nie problem, rejestratorka przeprasza jeszcze raz , ze mam dlugo przerwe pomiedzy badaniami a wizyta u chirurga . Nic nie szkodzi , moze wyskoczymy gdzies . Dostaje jak zwykle dokumenty do wypelnienia . Pytania - standart : czy byl rak w rodzinie , czy ja juz mialam wczesniej , gdzie , co .... ile ....jak sie czuje....czy teraz cos mam....podpis . Czekam , czekam na wezwanie . Rozgladam sie po poczekalni . Niektorzy sami , niektorzy z rodzina. Na twarzach jednych maluje sie spokoj, inni sa przerazeni . Znam ten wyraz twarzy i ciekawa jestem sama jak wygladam. W telewizji leci jakis program , gapie sie ale nie wiem co widze. Nie moge sie skupic . Slysze swoje nazwisko , lapie torbe ..... uscisk dloni i zaproszenie na badania . Jedno badanie..........drugie........ . Dziekujemy , prosze poczekac na pierwszy wynik . Wracam , chyba jestem zielona , bo Tomek dziwnie sie na mnie patrzy . Probuje sie skupic , ale te minuty wydaja mi sie wiecznoscia. Bedzie dobrze - zobaczysz . Probuje w to wierzyc . Probuje, uwierzcie mi . Po chwili slysze znowu wolanie . Kurka , cos znalezli . Inny gabinet , ciemno w pokoju. Juz wiem, ze bede miala biopsje, juz wiem ze znowu cos znalezli . Juz wiem, ze strach mnie teraz nie opusci . Rozbieram sie , klade . Instrumentariuszka przygotowuje mnie do zabiegu . Po chwili lekarz podaje mi reke, pyta czy wiem co beda mi rozbic , ze nie powinnam sie bac , ze to nie taki duzy bol . Wiem wszystko . Mialam juz biopsje ......... 5 razy .......... wiem o czym mowia. Spocona wychodze z zabiegowego . Tomek pyta co sie stalo, co mi robili . Opowiadam . mamy czekam na wizyte u chirirga. No to teraz mam mola. Teraz to sie napewno nie uspokoje . mamy ponad dwie godziny do wizyty . Tomek wpada na ganialny pomysl - jedzmy do Ikea , chcesz tam kupic przeciez len na posciel. Ide zapytac do rejestracji czy mozemy , ale slysze ze jakis pacjent nie dotrze i chyba wskocze na to miejsce. CZekamy pol godziny . Konczy nam sie bilet parkingowy , mowie do Tomka , zeby polecial przedluzyl . A On na to , ze ,, a jak cie wezwa w tym czasie ?? ''. Mowie, ze a moze i dobrze, bo jak ostatnio ze mna byles w srodku u lekarza to uslyszalam straszny wyro . To moze teraz jak Cie nie bedzie to nic sie nie stanie, uslysze dobre wiesci . Glupoty gadalam , sama nie wiem co . Tomek pobiegl najszbciej jak potrafil . Po chwili, doslownie po kilkunastu sekundach slysze w glosniku swoje nazwisko . Mysle - niemozliwe, juz maja wstepne wyniki biopsji ?????? Ide po niebieskiej lini , szukam pokoju z numerem 4 . Droga dluzy sie, mijam az dwa zakrety , gdzie jest ten cholerny pokoj . Ide sama , Tomka ze mna nie ma , cholera , dlaczego akurat teraz . Chirurga znam, to Ona mnie operowala, to ona caly czas opiekowala sie mna na chirurgi . Ma przed soba otwarty komputer, na ekranie moje dane . Rozbieram sie, badanie ...... , ,, piekne blizny , ladnie sie zagoilo , prawie nie ma sladu na skorze po radioterapi '' . Jest z siebie dumna ?? Chyba . Minuty sie dluza , okazuje sie ze nie ma moich wynikow z biopsji . Doktor wychodzi , szuka lekarza ktory robil mi badanie. Ja siedze jak ta glupia , oslupiala ze strachu w gabinecie i czekam. Czekam , zeby uslyszec najpier ,, och, mijalam twojego meza , ale go nie poznalam '' . A po chwili ,, ze wstepnych ogledzin moge ci obiecac , ze na 99% to nic groznego , nie boj sie . Jak przyjda wyniki to zaraz do ciebei zadzwonie . Ale to napewno nic . '' . Napiecie opada , czuje jak sie zaczynam czerwienic , to z nerwow . Dostaje kilka wskazowek , rade mam robic dalej i zegnamy sie - do zobaczenia za rok . A gdyby cos sie dzialo to od razu dzwon . Standart . Wracam do poczekalni jak na skrzydlach . Moge marzyc !!!!!! Moge dalej planowac !!!!!!!! Moge dalej byc zwariowana i szalona, moge przenosic gory , moge starzec sie z godnoscia - bo mam na to czas . Mam czas !!!!!!!!!!!!!!!!!
Juz nic nie chcialam, nie chcialam wypadu do Ikea . Nie chcialam nic . Chcialam tylko wrocic do domu . Wyskoczylam zza rogu i z wielkim bananem na mordzie rzucilam sie Tomkowi na szyje . Moze to glupio wygladalo, bo inni siedzieli smutni . Ale mam nadzieje, ze wiecej osob tego dnia dostalo dobre wiesci .
Droga do domu to byl moment . Proba zapomnienia wszystkiego co zle, proba zapomnienia ze moglo byc inaczej .

Post bez zdjec, kolejny post , ktory pisze zeby pamietac . Zeby nie zapomniec . Ale nie chce do tego wracac , tak jak do zdarzen sprzed ponad roku . Rok 2012 byl dla nas straszny . 2013 nie lepszy . Ten, ktory sie zaczal przynosi nam same dobre wiesci . I oby tak bylo dalej . Kocham zycie , kocham miejsce gdzie postanowilismy zapuscic korzenie. Kocham spokoj , jaki otacza nas kazdego dnia. I nie chce , zeby cokolwiek zburzylo ten spokoj . Jestem zdrowa . I tej mysli bede sie trzymac przez kolejny rok .

Milego dnia , spokojnego , cieplego i napawajacego otucha Wam zycze . U mnie snieg wali , jest bialo jak w snieznej krainie . To idealny czas na otulenie sie pledem i marzenie , marzenie o czysm dobrym i przyjemnym .
Ania

37 komentarzy:

  1. Kochana dzielna jesteś jak nie wiem co. Masz cudownego męża, sama jesteś świetną kobietą a życie nie jeden raz jeszcze wynagrodzi Ci te chwile strachu :) Zdrówka Aniu :) P.S. Gazety cudne tyle razy już oglądałam i się jeszcze nie znudziły - jakbyś miała więcej do oddania to wystawiam ręce ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem strasznym chomikiem jesli chodzi o gazety, ale obiecuje , ze napewno jakies trafia w koncu do Ciebie :-)

      Usuń
  2. Jezu, ale się zryczałam czytając tego posta. Cały czas się bałam co będzie na końcu. Gdybym przeczytała tytuł posta ( a dopiero teraz przeczytałam) byłabym spokojniejsza... Aniu Kochana, ogromnie się cieszę, że wyniki są dobre. Szalej, wariuj, żyj na maksa. Całuję Ciebie mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Matko , nie taki mialam cel - przepraszam. No ale co zrobic, takie to juz moje zycie - czasami zwariowane, a czasami plakac sie chce. Sciskam Ania

      Usuń
  3. przeczytalam..przeczytalam,zeby choc w nanomilimetrze wiedziec jak to jest...ale czy to mozliwe???Kochana, strasznie mocno Cie sciskam I raduje sie wraz z Toba z najcudowniejszego daru zycia!strach jest,ale wierzyc trzeba zawsze I do konca.buziaki!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowisz w nanomilimetrze .......... . Ale zycie po tej drugiej stronie lustra jest naprawde inne i nie da sie tego wytlumaczyc . Chocbym i chciala to zrobic, to niektorych uczuc chyba nie potrafie przelac na ,, papier ''. Buzka

      Usuń
  4. Aniu jakie to szczęście i jak wspaniale, że wszystko jest dobrze i po Twojej myśli, ale co przeżywałaś przed tą wizytą to naprawdę był dla Ciebie koszmar i lęk, który może sobie wyobrazić tylko ktos kto przezył cos podobnego, życzę Ci aby wszystkie lęki i przeciwności Cię opuściły na zawsze, zobaczysz, od tego roku będzie inaczej i wspaniale:)))) masz kochanego męża:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawam , jak bedzie za rok - czy tez tak bede sie bac czy juz sie przyzwyczaje. Sciskam Ania

      Usuń
  5. Cieszę się z Tobą przez łzy po przeczytaniu Twoich słów. Reaguję podobnie, mimo, że nie przeżyłam tego co Ty.....
    Ciesz się życiem - ściskam Cię bardzo, bardzo mocno i pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Tereniu . I ja Cie pozdrwaiam :-)

      Usuń
  6. Anka!Brzuch mnie rozbolal!Z nerwow.A zahartowana jestem.Az sie pobuczalam.Ale to z radosci.Sciskam Cie mocno az bedziesz miala sinice ust i nie serwuj juz wiecej takiego napiecia bo trupem padne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bije sie w piersi - nigdy wiecej ;-) . Calusy

      Usuń
  7. Obyś za każdym razem Aniu słyszała tylko te dobre słowa ! Życzę Ci tego z całego serca! Nie potrafię wyobrazić sobie co czujesz Ty to dla kogoś kogo to nie dotyczy to nie jest do ogarnięcia! Ale doskonale wiem co czuje Twój Tomek bo przez dwa lata codziennie towarzyszył mu strach który towarzyszy jemu. Trzymajcie się ! pozdrawiam Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zastanawiam sie , jak On wytrzymuje te wszystkie moje himery ( samo h czy ch - cholera wie ) . Ale to chyba wlasie o to chodzi w zwiazku , zeby tak sie dobrac - na dobre i na zle . Buziaki

      Usuń
  8. Bardzo emocjonalnie to wszystko opisałaś i czułam jakbym była tam z wami i czekała na wyrok. Dobrze, że jest spokój i usłyszałaś takie słowa. Pozostaje mi cieszyć się z Tobą i życzyć, byś nie musiała przezywać więcej tego strachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje , bede sie trzymac tej mysli . Pozdrawiam

      Usuń
  9. Uffffffff.... Przeczytałam w spięciu i z żołądkiem w gardle....
    Cieszę się, że dobrze się skończyło, bo w połowie szukałam już chusteczek.......
    Droga Aniu! Czerp całymi garściami co najlepsze z życia, albo raczej czerpcie obydwoje z Tomkiem. On też miał stresu co niemiara.......... Masz naprawdę wspaniałego Faceta.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj...nie raz sobie myslalam co i Ciebie, co u Was jak sie czujesz, a tu taki post..Oh...czytalam ze scisnietym zoładkiem...jak dobrze, ze wszyztko kest dobrze, ze jest ok...jak dobrze......kochana, dbaj o siebie i życze Wam wszystkiego co najlepsze...zdrowia i radości przede wszystkim.Pozdrawiam cieplo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje za mile slowa. Przepraszam , ze tak ostatnio zadko pisze, no a jak juz napisze to przyprawiam Was o zawal serca . Poprawie sie-obiecuje :-)

      Usuń
  11. Aniu, CUDOWNIE, ciesze sie razem z Wami :) !!!!!!Tez czytalam w napieciu, ale
    mialam przeczuice, ze bedzie pozytywny, happy end!!!
    Samych Cudownych dni na ten Nowy Rok i wszystkie kolejne...w zdrowiu i cudownym samopoczuciu!!!
    Ucalowania tymczasem

    Aaaa, jesli chodzi o rafie, pierwsze krzesla malowalam ponad 3 lata temu i sa piekne do dzis Aniu!
    Dwa kolejne wlasnie wstawione do sypialni tydzien temu, pokaze wkrotce, takze maluj Kochanie!!
    A jak po raz kolejny naczytalam sie o Twoich slynnych buleczkach i musze w koncu je upiec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mowisz , zeby malowac . Ja obawiam sie wlasnie tylko tej rafi , bo moje oparcie to ma az dwie warstwy i boje sie czy dam rade pomalowac tak dokladnie w srodku - pomiedzy warstwami . Ale chyba sie przemoge i wezme za malowanie. Mam trzy fotele to jakby co spiernicze tylko jeden ;-( . Buziaki

      Usuń
  12. Buziaki Aniu:)
    Denerwowalam sie razem z Toba... A taka diagnoza juz bedzie zawsze, musi byc !!!

    U nas dzis tez sniegiem posypalo .

    Pozdrawiam Was
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  13. A zapomnialam zapytac z kogo sie tak zasmiewaliscie ze mnie ??? :)) Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wez przestan - zaraz z Ciebie ;-) . No coz Ci bede tlumaczyc ...... . Taki tam byl tlum,ze mialam kogo obgadywac ;-)

      Usuń
  14. Miłość czyni cuda ! Jak widać otoczona nią nabierasz rozpędu życiowego ! :) Wspaniale niech kwitnie każda minutka Twego życia :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Myślami ściskam Cię tak, aż Ci flaczki wychodzą, bo cieszę się z Tobą jak szczypiorem na wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znaczy się..jak szczypiorek na wiosnę....:):):):)

      Usuń
    2. Ewelina , moze byc i szczypior . Mnie sie chyba lepiej kojarzy . Bo jak pomysle o tym naszym-norweskim sprzedawanym w tych malusich peczusiach to az nie wiesz - sobie czy chlopu kanapke z nim zrobic :-( . A szczypior to taki nasz -Polski , tesknie za nim co i rusz . Wiec juz wiesz , jak ja moge sie cieszyc tym szczypiorem na wiosne :-) Sciskam Ania

      Usuń
    3. Och Kochana, jeśli się nam kiedyś przyjdzie spotkać wiosenną porą to masz jak w banku garść siermiężnego, soczystego szczypioru z domowych ew. działkowych zbiorów ode mnie. W tym roku mam plan co by znowu uderzyć w pomidory, rzodkiew, marchew i cebulę na naszej działce. Mają być też i owoce.

      Usuń
  16. Aniu zawsze wyzwalasz we mnie wielkie emocje,płaczę jak dziecko czytając ten post.Szkoda,że nie dane nam było się spotkać.....bardzo żałuję,bo wydaje mi się,że podobnie patrzymy na świat i na życie.Pozdrawiam Cię bardzo,bardzo i cieszę się,że jest dobrze!!!Planuj,planuj i jeszcze raz planuj i ciesz się wszystkim!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Beatko , jak znam zycie zaraz am do Was przylecimy i nadrobimy zaleglosci . Sciskam mocno ANia

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochana moja córeczka .Czekając na wiadomość a po odczytaniu dobrej wiadomości -myślę że zadługo na to czekam ale trudno chyba na to nie zasłużyłam.Mimo to cieszymy się razem z Tobą bo widzisz ja też żyję ze swoim raczkiem i też nie myślę że on jest ważniejszy niż JA,.Będziemy zawsze silniejsze od niego bo mamy tam w Niebie zajęte miejsce Długo DŁUGO po tem.. całuję i do usłyszenia Sciskamy Was mocno.i czekamy na wiadomość

    OdpowiedzUsuń
  19. Jesteś bardzo dzielna i im więcej Cie czytam, tym wieksza ochote mam, by Was poznać. Namówie męża latem na wizytę w okolice Gol :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czemu czekac do lata, dawajcie na narty w jakis weekend . Przynajmniej zmobilizuje sie do kolejnego sprzatania ;-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Więc będzie lato i narty w przyszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń