Pokazywanie postów oznaczonych etykietą håp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą håp. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 października 2013

Musze Wam odpowiedziec !!

Przepraszam , ale nie jestem teraz w stanie odpisywac na kazdy komentarz - ale kazdy z tych komentarzy utkwil mi gleboko w moim sercu . Dziekuje Wam , ze jestescie ze mna , dziekuje ze mnie rozumiecie . Piszecie ze to kawal roboty -  a jakze , ze kawal . Ale zadna ze mnie bohaterka. naprawde nie wiem skad to sie we mnie wzielo . Te obrazy jak to robic pojawily sie w mojej glowie w ulamku sekundy . Kiedys , dawno temu , kiedy zylam jeszcze w Polsce mielismy Yorczke. Ona tez byla w ciazy . Mielismy dosc wysokie lozko , w ktorym oczywiscie spala i ona . Bylo na tyle wysokie , ze wskakiwanie na nie sprawialo jej nielada trudnosc . Gdy nadszedl czas porodu mala nie mogla sobie z nim poradzic. Zawiezlismy ja na cesarke. Okazalo sie , ze wszystkie oprocz jednego szczeniaczka mialy wady . Suczka wskakujac do lozka uderzala brzuchem o twardy rant lozka i w ten sposob uszkodzila plody . Trzeba bylo wszystkie je uspic. Tylko jeden szczeniaczek wygladal normalnie, ale bardzo slabo oddychal . Lekarz oznajmil , ze tego tez trzeba uspic , ale ja powiedzialam ze sprobuje go uratowac . Zabralismy go do domu . Robilam mu masaz serduszka, sztuczne oddychanie . trwalo to kilka nascie minut - nie pomoglo. Malec slabl z sekundy na sekunde. W koncu umarl . Nie mialam wtedy tych obrazow w glowie . Nie wiedzialam co robic , chociaz probowalam. Zapakowalam malenstwo w pulares od okularow i pochowalam w naszym ogrodku . Plakalam bardzo . Ale nic wiecej nie moglam dla niego zrobic . Teraz stalo sie jednak inaczej . I Bogu i swojej determinacji dziekuje . Marrika91 - bardzo mi przykro , ze Twojemu pieskowi sie nie udalo . Coz , takie zycie . Ale lepiej , kiedy jest kolorowe i pelne radosci . Zachwyca Was ostatnie zdjecie. No coz , probowalismy odpoczywac w tych krotkich przerwach pomiedzy szczeniakami , a zmeczenie robilo swoje. Wiec nawet krotka drzemka byla czyms wielkim . Raz spal Tomek, raz ja. Tak na zmiane . Piszecie zostawic ALbe. To nie takie proste . Zreszta czas pokaze . Wiecie , ze mieszkamy sami z mezem w Norwegi . Nie mamy tutaj nikogo z rodziny obok nas. Nie mamy tez wsrod polakow prawdziwych przyjaciol , prawdziwych normalnych ludzi - dla ktorych pomoc drugiemu w potrzebie jest czyms normalnym , naturalnym . mamy norweskich przyjaciol , ktorzy w razie potrzeby zostaja z Brenda , ale nie moge obardzyc ich opieka nad dwojka psow . jestem w stanie to zaakceptowac i zrozumiec , ze pies to klopot a dwa to juz maly oboz . A podrozowac musimy  , miedzy innymi do Polski . Ten kto choc troche sie orientuje - nie mozna zabrac tak duzego psa do samolotu . Na prom do Szwecji  mamy 900 km, potem 11 godzin i kolejne pol Polski do przejechania . Na promie zawsze trzeba zamowic kabine przystosowana dla zwierzat - a jest ich tylko kilka na promie . Zdaza sie , ze akurat sa wyprzedane w terminie , kiedy chcemy jechac . To naprawde juz cala wyprawa, jak jedziesz z psem. Klatka zajmuje nam pol samochodu . Duzo by pisac . Ale z jednym psem to jeszcze jakos nam idzie, no ale daw ??? Maz chce bardzo , ale ja wciaz sie wacham . CZas pokaze .

Minelo kilka dni . Maluchy rosna . Zmienilismy im wstazeczki , bo juz byly za male . Weterynarz chcial uspic dwie sztuki , bo byc moze Brenda bedzie miala za malo mleka . Tomek powiedzial stanowczo NIE . Kupilismy specjalne mleko dla nowonarodzonych szczeniakow , butelki , smoczki z odpowietrzaczem i dokarmiamy maluchy kilka razy dziennie. Tomek mkupil wage elektroniczna , bo szlag go trafial , jak wazyl na tej zwyklej . Zawsze wynik byl plus minus . A to jest do dupy , bo musi byc dokladny . Wazy je teraz dokladnie i nie uwierzycie , ta odtatnia kruszyna przybywa najwiecej . Niesamowite . W ogole moznaby bylo tak siedziec nad nimi i sie im przygladac . Sa chwilami niesamowite . Wlaza sobie na glowe , pelzaja po Brendzie . Piszcza , bo zgubily sie w kojcu i nie moga znalesc mamuski . Czasami zasmiewamy sie do rozpuku . Brenda sprawuje sie jak prawdziwa mama . jak tylko zakwila - juz jest w kojcu . Zaczela wreszcie chetnie wychodzic na dwor , juz sie o nie nie boi . Na mnie sie tez juz przestala patrzec z obawa , jak je karmie . Zreszta wtedy smierdze tak jak i ona, bo podczas karmienia musze masowac im brzuszki - a one wtedy sikaja i kupciaja na mnie . Wiec tak naprawde wcale nie roznie sie zapachem od mojej suki :-D . Dzis w nocy mija tydzien jak sie urodzily . I mimo , ze chodzimy z mezem jak zombi , ze oczy mam przekrwione jak alkocholik , ze od tygodnia gadam tylko o szczeniakach i zapewne wszyscy w pracy maja juz tego dosc - to jestem szczesliwa .

Chce serdecznie powitac nowe Blogowiczki . Dziekuje za komentarze i zapraszam na dluzej . Blog ostatnio przezywa jakis przewrot . Malo w nim projektow , malo malowania i przecierania . ALe czy zycie nie jest samo w sobie jednym wielkim projektem ? Wciaz nas czyms zaskakuje , tak jak pobielanie czy decoupagowanie- potrafi wyjsc inaczej , niz to zaplanowalismy  ( pamietasz  Kasiu swoje czajniczki ? hops do Kasi ) . Kocham to swoje zycie bo jest  takim nieodkrytym ladem , jak w pisence
,, Nie masz w planach wielkich zmian
czekasz na bezchmurne niebo
a jak sie lubi co sie ma
cieplejszy wieje wiatr
zycie ma lepszy smak
Oddychaj , zdobywaj , zaklinaj czas - zyj !!!!
Nie boj sie bo wielkie oczy ma ten strach
to tylko zludzenie , wiec
uwierz w siebie tak pokonasz lek
To co chcesz tu i teraz dzieje sie
smialo plyn pod prad na nieodkryty lad ...... ''

Ewelina ( hop do Eweliny ) , to tez do Ciebie . Trzymam kciuki , uda sie , musi !!!!

No a teraz wualla - ,, moje '' psiaki . Tak troche , kilka fotek . Sa slodkie, musicie mi uwierzyc na slowo .












Koncze i znikam . Nawet nie mam czasu zajzec dzisja do Was . Niedawno wrocilam z Drammen . Bylam na MR w Drammen- bagatelka, 200 km do szpitala. Sama, bo Pan pieskami misial sie opiekowac . Coz - znowu sie powitorze - ZYCIE . Wyjechalam przed osma, wrocilam przed osiemnasta . heh, te kilometry . Ale trzeba . Zbliza sie pierwsza rocznica , jak rozprawilam sie z rakiem. Mam nadziej , ze na dobre. Za kolka tygodni jade na ,, generalny przeglad '' . Ale wiem, ze jest OK. Musi .

Chce zrobic Candy , zastanawiam sie czym Was obdarowac . Mam w glowie tyle pomyslow . Candy rocznicowe  pod tytulem ,, Fuck cancer! '' . Czy nie za ostro ?

                               Do milego, do zobaczenia .

niedziela, 1 września 2013

Obiecane ................

Mialo byc kilka dni temu . Przepraszam , ale nie potrafilam dotrzymac slowa . Nie zebym klamala - ale tak jakos wyszlo . Najpier popoludniowa wizyta u lekarza - tam dowiedzialam sie , ze musze zrobic kolejne badania . Potem tak zabralam sie do pracy , ze godzin nie liczylam . Wracalam wieczorem do domu i marzylam , zeby miec ,, dzien dziecka ,, czyli jak to sie u nas mowi isc spac bez mycia ;-D . Nie potrafie sie zatrzymac , nie wiem co mnie tak gna . Chwilami - uwierzcie mi - chce , ale nie moge . No bo jeszcze ten meterek , jeszcze ta taczka , jeszcze tylko przeniose te kamienie .................. i tak w kolko . Moj maz sie na mnie drze - w dobrym tego slowa znaczeniu - a ja swoje . Wczoraj to nawet o obiedzie zapomnielismy i jak zapytalam ktora to - okazalo sie ze dochodzi dziewietnasta . Madre to ?? Nie mysle .... . Ale chyba wole taka siebie niz ta uzalajaca sie nad soba , rozpamietujaca , ze przeciez przeszlam raka i chyba powinnam juz na smierc sie przygotowac . To zmeczenie  wyzwala we mnie takie poklady radosci , ze wiem ze zyje , ze wiem ze watro , ze wiem po co to robie . I tylko mam nadzieje , ze jak juz wszystko zrobimy to nie zabraknie mi pomyslow na nowe wyzwania . No a teraz do dziela , pokaze co wokol nas sie dzieje. No i z gory przeprosiny -  sorki, ale ten balagan jest naprawde tworczy ( tak twierdzi moj ukochany ) , to wszystko kiedys bedzie wygladalo jak nalezy . No i wybaczcie brak profesjonalizmu . My oboje nie mamy pojecia o stolarstwie , murarce czy ogrodnictwie . Poszlismy na zywiol i Bog nam sprzyja . Po prostu nie boimy sie wyzwan i juz .

Jak juz pisalam  , skarpa wygladala kiedys dosc frustrujaca . Kosic sie na niej nie dalo - taki byl spadek . Zima snieg sie obsypywal , tworzac istny sniezny tunel do domu . Pomysl rodzil sie dwa lata , moze nawet ponad . Zbieralismy material - kamien , podklady kolejowe . Potem trzeba bylo tylko wykombinowac ziemie do zasypania powstalego muru , kore i roslinki . I wualllla mamy takie cudenko :-)



                         
    Kiedys chodzilo sie po piachu , teraz mamy iscie ,, skalniacka ,, drozke do ganku



W miejscowosci , w ktorej mieszkamy jest nas cztery polskie rodziny . Ale wiem juz z doswiadczenia i opowiesci norwegow czy polakow jak pytaja po okolicznych sasiadach o nas z nazwiska to wszyscy wskazuja nasz dom. Nie wiem czy powinnam sie cieszyc czy plakac z tego powodu , ale dzieki temu zwracaja sie do nas z roznymi sprawami . No i dzieki temu dostajemy czasami wspaniale prezenty  - rzeczy przez nich niechciane , a dla nas to prawdziwe skarby . Mowia ,, Anna , twoj maz jest taki kreatywny , to moze cos z tego wykombinuje - lampe albo cos .... '' . No i w ten sposob powstaje nasz dolny taras , ze starej szopy i stodoly ponad stuletniej . U nas nic sie nie zmarnuje , juz taka nasza natura :-) . I tu te stare belki i dechy prezentuja sie w daszku mad dolnym wejsciem , tzw. po norwesku Hybel


Tak , wiem ze nie wolno z lasu wynosic zadnych roslin , ale ja po prostu nie moglam tego nie zrobic . Rosly sobie na drozce , a i tak samochod jadacy w las po sciete drzewa zniszczylby je napewno . U mnie przezimuja w donicach i zobaczymy wiosna czy sie przyjely . Oby :-)



                               A to roslinki na mojej skarpie - te sa juz kupione :-)



Tak , roboty co niemiara , a kolejnych projektow przybywa . Nogi od maszyny cierpliwie czekaja na dworze od ostatnich zakupow . Nawet zapomnialam kiedy to bylo . No i widac jak zalatani oboje jestesmy .


Zeby bylo ciekawiej , wymyslilam soebie na tarasie donice wkaponowane w deski . Posadze tam jakies piekne rosliny , moze jalowce , ktore uwielbiam . 



 To moje miejsce pracy od kilku dni . Nie ma mnie tam , bo stoje za obiektywem :-D . Musialam wywozic kamienista ziemie . Teraz zasypie ja piekna , zyzna gleba , a na wiosne zasieje trawe . Teraz juz za pozno na to . Dzisiaj w nocy byl tylko 1 st na plusie .


Dziwicie sie zapewne , po co te kamienie na dole pily . Juz Wam odpowiadam - a no tak u nas czasami zawieje , ze sasiad musialby odnosic nam maszyne potem . Wiec czego to polak nie wymysli .


To jest wlasnie ten konstruktywny balagan  - jak mawia moj maz . I oczywiscie wszystko jest mu w jakims celu potrzebne i nie mam prawa niczego tu sprzatac . OK niech mu bedzie .


To ,, domek '' na nasze kontenery do segregowania odpadkow . W stylu naszego domu . Oczywiscie nie jest jeszcze dokonczony , ale .....


Uwielbiamy stare rzeczy , stare drewno , starych ludzi tez lubimy . I takie wlasnie beleczki wspieraja daszek na dolnym tarasie . I mamy ochote zostawic je w takim naturalnym kolorze . moze jedynie tylko zaolejujemy je ( jest w ogole takie slowo ???? )


                                   I jeszcze raz ukochana drozka do domu


A przed domem iscie norweski widoczek - starusie krzeselko pokryte owcza skora i lampiony .


Tu jesienny widok zza mojego plota


A tu znowu stare belki w sprawnych raczkach . Mowia , ze Panu Bogu starosc sie nie udala . Ale ja twierdze , ze trzeba na wiek patrzec w specjalny sposob - czy to na ludzi czy to na rzeczy . 



Pamietam , jak tachalam ten glazik do auta . Zawsze sie zloszcze i marudze , ze nigdy tak naprawde nie mozemy pojechac ot tak na wycieczke , ze zawsze cos przytachamy , ze potem mam rece jak malpa do samej ziemi . Ale potem serce sie raduje :-)


Pst , to drzewko tez wykopalam . Wsadzilam tuz prezd gankiem , bedzie idealne do ubrania na Boze NArodzenie ( jak sie przyjmie oczywiscie )




Brenda nie ma dobrej miny , bo jest wciaz na uwiezi . Takie tu mamy prawo - od maja do pazdziernika pies nie moze ot ta sobie biegac . Tu u nas owce sa na pierwszym miejscu i ich spokoj i bezpieczenstwo - a pies jest zagrozeniem . 


I jeszcze jeden kamyczek obrosniety tutejszym mchem .


I to chyba teraz na tyle . JAk juz z wszystkim sie uporamy , albo zima nas zaskoczy i nie bedzie mozliwosci dokonczenia prac ( oby nie !!!! ) to wstawie efekty naszej dalszej pracy . Teraz Was opuszcze i ide poleniuchowac na sofe . Jutro znowu poniedzialek , a kto go lubi . Tez macie tak jak ja syndrom poniedzialku , ktoremu towarzyszy len na plecach ? Pozdrawiam Ania

czwartek, 25 kwietnia 2013

Nigdy nie trac nadziei / Aldri miste håpet !!!

Dni bywaja rozne - jedne lepsze , jedne gorsze . Czasami zaczytujemy sie ksiazka, a czasami siedzimy w fotelu z tepo wbitymi oczyma w telewizor . Nie slyszymy odglosow swiata, nie reagujemy na nic . Tak wlasnie czuje sie dzisiaj . Mam ten jeden z gorszych dni . Nie , ze bym od razu zle sie czula w zwiazku z moja choroba, ale jakos mi tak nijako . Najpierw w pracy -  nowa wspolpracowniczka dala czadu . No bo w jaki sposob polka moze dostac angaz w wyscigu szczurow a nie norwezka ?? Dziewczyna , o ktorej pisze jest w szoku, ale i nie wie jak sie zachowac . Myslalam , przychodzac do szkoly ze tutaj to sie nie zdazy , ze to niemozliwe . A jednak . No i jeszcze do tego norwezka poszla na skarge do rektora, ze jej sie to stanowisko nalezy . Bo ona jest tutejsza i ma wyksztalcenie ( czyli norweski fagbrev ) . Wiec jak to mozliwe . Ale mam nadzieje , ze nasz rektor jest taka osoba , jaka go sobie wyobrazam. Sprawiedliwy i wie co robi . Nie , zebym zaraz stawala murem za moja rodaczka , ale sprawiedliwosc jest najwazniejsza . Ja tez juz nie raz doswiadczylam rasizmu na wlasnej skorze i myslalam , ze tutaj w szkole to sie raczej nigdy nie stanie . Ale jednak sie mylilam.  Wrocilam dzisiaj z pracy troche zawiedziona tym faktem . Nie wiem jak sie skonczy ta cala historia . No i na dokladke dobil mnie moj telefon . Padl- pop prostu padl . Ma dopiero 9 miesiecy i jest moim pierwszym nabytkiem do ,, miziania ,, . Pamietam , jak bylam przeciwna tej nowej formule telefonu . Dla mnie tlf to tylko kawalek metalu i plastiku potrzebny mi do komunikowania sie . Ale moja corka tak mnie molestowala ,, mamus kup sobie, to obciach nosic takiego grzmota ,, no i dalam sie skusic . No i mam . Mam co chcialam . Dzwonila do mnie bardzo wazna osoba, z bardzo wazna wiadomoscia i w tym wlasnie momencie mi padl. Nie moge nigdzie zadzwonic , dac odpowiedz ,  siedze i szukam adresu mailowego do tej osoby i tez nie mam . Wrrrrr co za dzien . Mam tylko nadzieje , ze jutro to sie zmieni , ze odzyskam kontakt i naprawie wszystko .
 Nadzieja................................... , to slowo towarzyszy mi od dluzszego czasu . No bo ja  - pesymistka z zamilowania , jakze potrafilabym uwierzyc , ze dobre anioly wciaz nade mna czuwaja . O , wlasnie to zmienil we mnie moj maz . Do tego musze sie przyznac , bez bicia . Kiedys wszystko widzialam w czarnych barwach . Pamietam , jak wracalam do domu , to czesto myslalam czy on stoi aby na miejscu , czy cos sie nie stalo . Tak samo bylo z mezem jak gdzies jechal - zaraz mialam jakies chore projekcje w mojej glowie , migawki ze strachem w tle . Albo jesli chodzilo o moje wnuki . Wrrrrr , bywalo naprawde strasznie . A teraz nadzieja mieszka we mnie juz na stale . To chyba najgorsza rzecz  - stracic nadzieje . To nie pozwala isc do przodu . Marzenia i nadzieja . Nieodlaczna para . Para kochankow zapatrzonych w siebie . Nieodstepujaca sie na krok . Trzymajaca sie mocno za rece . Dzwigajaca nasze czarne mysli i dajaca otuche . Ale pojac to sa w stanie tylko Ci , ktorzy choc raz zwatpili . Watpic jest rzecza ludzka . Mnie sie to tez zdazylo . Ale teraz bardzo mocno czuje obecnsc tej pary . Dlatego wiem, ze jeszcze nie wszystko stracone . Ze wszystko przede mna . I ze ten cholerny telefon da sie naprawic i jutro tam zadzwonie i wszystko sie uda . Ehhhhh , ta technologia .

Ide zjesc cos slodkiego , to moze poprawi mi chumor . A i z psem trzeba wyjsc na tur . Pojde nad rzeke , popatrze jak kra puszcza .

                                                            Milego popoludnia !!!!